Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for the ‘Teorie spiskowe’ Category

Powtarzacze

Nie jestem jakimś wielkim fanem poglądów Davida Icke’a, ale w tym wypadku uważam, że ma rację…

Read Full Post »

AIDS – oszustwo naukowe

Fragment programu z telewizji greckiej. U pani Pani Marii Papagiannidou stwierdzono w 1985 roku HIV. Przez długie lata zażywała AZT i  miała z  tego powodu silne objawy chorobowe. Sama się dziwi, że nie zmarła wskutek tych ciężkich dolegliwości. Kiedy przestała brać AZT, objawy zaczęły ustępować…

Czym jest AIDS ? 1/13

Read Full Post »

Wkrótce się przekonamy, czy nasze obawy były słuszne. Miejcie oczy otwarte na to, co będzie się działo w aptekach w najbliższym czasie tak na początku będzie widać efekty wprowadzenia w życie Codexu…

Zginą 3 miliardy ludzi?!

Czy to prawda, że światu grozi zbrodnia straszliwsza i bardziej masowa od tych, jakich ludzie doświadczyli już w przeszłości?! A jeśli tak, to czy faktycznie stoją za nią politycy najbardziej wpływowych państw i szefowie najbogatszych korporacji?! Co kryje się za tajemniczo brzmiącą łacińską nazwą Codex Alimentarius?! Niewyobrażalne wprost zagrożenie, czy jedynie panika i coraz bardziej powszechna teoria spisku?! A jeśli tak, to dlaczego na świecie powstaje coraz więcej organizacji zrzeszających wybitnych naukowców, którzy jawnie i wprost krzyczą przeciwko Codex Alimentarius?!

Codex Alimentarius to kodeks żywnościowy – zbiór norm dotyczących żywności, obowiązujących niemal na całym świecie. Po raz pierwszy ogłoszony został w 1963 roku. Obecnie członkami Komisji Kodeksu Żywnościowego, związanej z Organizacją Narodów Zjednoczonych, są 174 państwa.

Kodeks zbrodniarza?

Za twórcę Codex Alimentarius uważa się Fritza ter Meer, niemieckiego naukowca i zbrodniarza wojennego, który podczas II Wojny Światowej pracował dla koncernu farmaceutycznego IG Farben. Nowe preparaty testował na więźniach obozu Auschwitz.

Po wojnie Fritz ter Meer został skazany w Norymberdze na 7 lat więzienia. Wyszedł na wolność po 4 latach i został prezesem firmy Bayer, która należała do spółki firmy IG Farben. IG Farbenindustrie miał ponad 42 proc. udziałów w firmie Degesch produkującej Cyklon B, wykorzystywany przez Niemców do eksterminacji podczas wojny. Koncern prowadził także eksperymenty medyczne na więźniach obozów koncentracyjnych Auschwitz Birkenau (np. wstrzykiwanie benzyny syntetycznej w serce). Dostarczał także metanol oddziałom SS, którym uśmiercano więźniów i spalano zwłoki w krematoriach. W 1945 roku całkowity zysk wojenny netto IG Farbenindustrie oszacowano na 6 mld marek niemieckich! Na więźniach obozów koncentracyjnych spółki sprawdzały też, jak organizm człowieka radzi sobie bez dostarczenia witamin i minerałów i jakie czynniki chemiczne wpływają na to, aby u kobiet i mężczyzn wywołać niepłodność za pomocą chemii, którą spożywamy na co dzień.

Zbrodniczy plan sprzed lat?!

W 1963 roku Fritz ter Meer miał zainicjować powstanie Komisji Codex Alimentarius, za którą stoją Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i Światowa Organizacja Żywności (FAO). Komisja działa do dziś i jak twierdzą jej zagorzali przeciwnicy, realizuje swój zbrodniczy plan sprzed lat…

Oficjalny, nadrzędny cel Komisji Codex Alimentarius to ochrona zdrowia i interesów konsumentów. Do końca 2009 roku wszystkie zalecenia kodeksu mają wejść w życie we wszystkich krajach świata. Przeciwnicy kodeksu z przerażeniem mówią o konsekwencjach.

Nielegalne to co zdrowe

Po wprowadzeniu nowych dyrektyw Codex Alimentarius z początkiem 2010 roku nielegalna będzie sprzedaż większości naturalnych witamin, suplementów mineralnych oraz leków ziołowych. Wiele z nich już zostało zabronionych. Kodeks przewiduje zakaz promowania naturalnych środków leczniczych i terapii, a nawet witamin, oprócz tych oferowanych przez posiadające odpowiednie uprawnienia koncerny farmaceutyczne.

Hodowane na mięso zwierzęta będą dostawać antybiotyki i hormony wzrostu, a jadalne rośliny trzeba będzie traktować pestycydami i napromieniowywać. Przydomowa uprawa warzyw, owoców i ziół będzie możliwa wyłącznie po wcześniejszym zdobyciu odpowiednich zezwoleń i poddaniu się państwowej kontroli. Kodeks podwyższa dopuszczalne wartości konserwantów w żywności i wszelkiej chemii, dopuszcza produkty GMO oraz napromieniowanie konserw bez konieczności informowania o tym konsumenta! Kodeks obniża minimalne zawartości odżywcze i energetyczne w żywności.

Zagłodzą miliardy?!

Kontrola nad żywnością i lekami znajdzie się w rękach najważniejszych rządów i najbardziej wpływowych korporacji. Przeciwnicy kodeksu twierdzą, że nie można wyobrazić sobie bardziej nieograniczonej władzy niż decydowanie o tym, co będziemy jedli. Powołując się na szacunki ekspertów, także tych związanych z ONZ, alarmują, że przestrzeganie przepisów doprowadzi do śmierci trzech miliardów ludzi!

Miliard po prostu umrze z głodu, nie będąc w stanie zdobyć ilości pożywienia niezbędnej do przetrwania. Przyczyną śmierci dwóch miliardów będą choroby – normalnie niezbyt groźne, jednak zabójcze dla organizmów osłabionych niedożywieniem albo skutkami, jakie niesie za sobą spożywanie wyłącznie modyfikowanej, bezwartościowej żywności z dużą ilością konserwantów i chemii.

Zaplanowana zbrodnia?

Przeciwnicy kodeksu są przekonani, że twórcy Codex Alimantarius doskonale zdają sobie sprawę ze skutków, jakie ze sobą niesie. Nie są jednak zgodni co do tego, czy miliardy ofiar traktowane są jako efekt uboczny, czy też jest to zaplanowana zbrodnia.

Niektórzy uważają, że jest to metoda na ograniczenie światowej populacji, o co od lat zabiega ONZ, promując jednak bardziej humanitarne sposoby.

Wydaje się, że tylko szaleńcy mogliby świadomie doprowadzić do śmierci głodowej miliardów ludzi. W historii świata nie brakowało jednak szaleńców realizujących z powodzeniem masową zbrodnię, wystarczy choćby spojrzeć na XX wiek. A Codex Alimentarius nie jest niczyim wymysłem i będzie wprowadzony w życie.

Świat jest przeciwny

Na całym świecie powstają organizacje promujące zdrowe odżywianie, które głośno krzyczą przeciwko kodeksowi. Nie brakuje też przeciwników w Polsce. Niedawno w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu odbyły się seminaria „Codex Alimentarius a nasze zdrowie” . 29 czerwca 2009 roku po raz pierwszy do Polski przyjechał dr Robert Verkerk, dyrektor wykonawczy i naukowy Alliance for Natural Health (Koalicja na Rzecz Naturalnego Zdrowia), wybitny międzynarodowy specjalista w zakresie zrównoważonego rozwoju rolnictwa, środowiska i zdrowia oraz toksykologii przyrodniczej, nauk żywieniowych i oceny ryzyka. Prowadzona przez niego Alliance For Natural Health z zespołem adwokatów wiele razy z sukcesem zablokowała niekorzystne dla ludzi zarządzenia dotyczące żywienia. Ostatnio skupia się najbardziej na Codex Alimentarius.

– Kodeks wykorzystywany jest do ekonomicznego uzależniania kolejnych krajów poprzez pozbawianie ich samowystarczalności i wtłaczanie ich w tryby mechanizmu globalnego handlu (tzw. imperializm korporacyjny). Wpływa to na niszczenie naturalnego dziedzictwa tych krajów i zdrowia ich mieszkańców – powiedział podczas seminarium w Warszawie doktor Robert Verkerk.

Dr Verkerk zaapelował o aktywne włączenie się do ruchu dążącego do stworzenia nowego zrównoważonego systemu opieki zdrowotnej, opartego na wartościowym pożywieniu, stosowaniu przede wszystkim naturalnych środków leczniczych i o ochronę społeczeństwa przed zanieczyszczeniami chemicznymi, biologicznymi, radiowymi, genetycznymi, itp.

– Tylko świadomy wybór pożywienia i metod leczenia, zdobywanie i propagowanie wiedzy, współpraca (także w ramach sieci organizacji pozarządowych), obywatelskie akcje oraz angażowanie polityków wszystkich szczebli może zahamować postępującą degradację żywności, środowiska i pogorszenie stanu zdrowia ludzkości.

W Polsce społeczną obroną przed złym prawem zajmuje się Kampania Natura bez Granic (www.fnbg.org), a także serwis http://www.stopcodex.pl i Kampania Naturalne Nielegalne!? Nigdy!!! (www.naturalnenielegalne.pl). Organizatorzy kampanii informują o zagrożeniach wolnego dostępu do bezpiecznej i zdrowej żywności oraz medycyny naturalnej i konsekwencjach Codex Alimentarius.

Urszula Pasieczna

źródło: http://www.pressmedia.com.pl/sn/index.php?option=com_content&task=view&id=13813&Itemid=40

Mel Gibson o Codex Alimentarius i o blokowaniu dostępu do witamin

Prawdziwe cele Codex Alimentarius:

* Wszystkie rośliny jadalne mają być obowiązkowo napromieniowane (poddane działaniu dużych dawek radioaktywnego kobaltu 60 lub cezu 137, promieni gamma albo wiązek elektronów o ogromnej prędkości), naszpikowane pestycydami

* Nielegalna stanie się sprzedaż naturalnych witamin, suplementów mineralnych oraz ziół, a także bazujących na nich terapii (już niektóre z nich zostały zabronione)

* Zaakceptować 3275 różnych pestycydów, włącznie z tymi, które są podejrzane o silne działanie rakotwórcze np. 2,4-D, atrazyna (jak i również zakazanych Konwencją Sztokholmską (np. DDT)

* Zakaz sprzedaży (tanich) preparatów ziołowych i roślinnych nieposiadających testów klinicznych, tj. drogich badań stosowanych obecnie tylko dla leków syntetycznych stosujących te składniki, a także medycyny tradycyjnej (w tym: ziołolecznictwa, ajurwedy, terapii witaminowych)

* Wszystkie zwierzęta, łącznie z hodowanymi ekologicznie, mają obowiązkowo zażywać antybiotyki i hormony wzrostu

* Przydomowa uprawa własnych owoców i warzyw nie będzie możliwa bez zezwolenia i objęta ścisłymi regulacjami

* Ustalenie całkiem nowych bardzo niskich maksymalnych dawek suplementów oraz nowych zbyt niskich wartości referencyjnych składników żywnościowych (poniżej zapotrzebowania niezbędnego dla utrzymania optymalnego zdrowia)

* Zakaz przydomowej uprawy warzyw, owoców i ziół bez zezwolenia – jako efekt prawa pozwalającego uznać większość żywności za produkt medyczny

* Zakaz rozpowszechniania informacji na temat naturalnych środków leczniczych

* Zielone światło dla roślin i zwierząt modyfikowanych genetycznie

* Likwidacje żywności ekologicznej poprzez dopuszczenie substancji chemicznych, napromieniowania, braku informacji o dodatkach chemicznych na etykietach

Wszystkie składniki mineralne i witaminy mają zostać uznane za nielegalne:

1. Witaminy:

1) Witamina A (µg ekwiwalentu retinolu);

2) Witamina D (µg);

3) Witamina E (mg ekwiwalentu alfa-tokoferolu);

4) Witamina K (µg);

5) Tiamina (witamina B1) (mg);

6) Ryboflawina (witamina B2) (mg);

7) Niacyna (mg ekwiwalentu niacyny);

8) Kwas pantotenowy (mg);

9) Witamina B6 (mg);

10) Foliany (µg);

11) Witamina B12 (µg);

12) Biotyna (µg);

13) Witamina C (mg).

Składniki mineralne:

1) Wapń (mg);

2) Magnez (mg);

3) Żelazo (mg);

4) Miedź (µg);

5) Jod (µg);

6) Cynk (mg);

7) Mangan (mg);

8) Sód (mg);

9) Potas (mg);

10) Selen (µg);

11) Chrom (µg);

12) Molibden (µg);

13) Fluorki (mg);

14) Chlorki (mg);

15) Fosfor (mg).

Więcj o Codexie:


Codex Alimentarius a nasze zdrowie

https://oczyszerokozamkniete.wordpress.com/2009/11/27/codex-alimentarius-a-nasze-zdrowie/

Codex Alimentarius – zabójstwo zachodniego świata

Read Full Post »

Wiele się ostatnio mówi o GMO. Technologia przyszłości, która dzięki manipulacji genami da nam superwarzywa, superowoce i nawet superzwierzęta. Wyżywimy cały świat i zniknie głód. Mało jednak mówi się o negatywnych aspektach GMO. Czy modyfikowanie natury, która przez tysiące lat sama dążyła do ideału poprzez ewolucję, da nam stabilny i zdrowy produkt? Udowodniono szkodliwość GMO w niezależnych badaniach, jednak ich wyniki nie są ogłaszane w mediach. Przemysł biotechnologiczny to ogromny pieniądz i ogromne wpływy. Przeczytaj, co myślą o tym polscy specjaliści. To długi tekst, ale poświęć tych kilka chwil, bo zagadnienia te są niesłychanie ważne i być może zaczną już niedługo dotyczyć Ciebie.

„Piękno tej ziemi skłania mnie do wołania o jej zachowanie dla przyszłych pokoleń. Jeżeli miłujecie ojczystą
ziemię, niech to wołanie nie pozostanie bez odpowiedzi! Zwracam się w szczególny sposób do tych, którym
powierzona została odpowiedzialność za ten kraj i za jego rozwój, aby nie zapominali o obowiązku chronienia
go przed ekologicznym zniszczeniem! Niech kształtują nade wszystko postawy poszanowania dobra wspólnego, praw natury i życia! Niech ich wspierają organizacje, które stawiają sobie za cel obronę dóbr naturalnych!”
(Jan Paweł II, Zamość, 1999)

Życie wymyka się spod kontroli cz.1/6 PL

Co to są genetycznie modyfikowane organizmy (GMO)?

Gen to odcinek DNA, który decyduje o rozwoju pojedynczej cechy lub grupy cech organizmu. Genetycznie zmodyfikowane organizmy (ang. genetically modified organisms – GMO) to organizmy inne niż ludzkie, (mikroorganizmy, rośliny i zwierzęta), których geny zostały sztucznie zmienione w taki sposób, który nie zachodzi w warunkach naturalnych.
Organizmy transgeniczne to genetycznie zmienione organizmy, do których wstawiono geny pochodzące od innych gatunków. W organizmy takie wbudowano fragmenty obcego dla nich DNA. Pomidory z genami ryby, ziemniaki z genami meduzy, karpie i ryż z ludzkimi genami, sałata z genami szczura, soja i kukurydza z genami bakterii, kozy z genami pająka, świnie z krowią skórą itp. Zmiany takie nigdy nie nastąpiłyby w warunkach naturalnych. Tak zmienione organizmy są zdolne do rozmnażania i przenoszenia swych zmienionych cech na kolejne pokolenia.

Jak się je tworzy?

Obce geny wprowadzane są do komórek zarodkowych przy użyciu agresywnych wirusów lub poprzez „wstrzeliwanie” za pomocą specjalnych „działek”. Działania te są bardzo nieprecyzyjne i tylko kilka procent komórek ulega modyfikacji. Powstaje zatem konieczność oddzielenia ich od niezmodyfikowanej reszty. Aby można było tego dokonać, zamiast jednego genu wprowadza się co najmniej dwa. Ten dodatkowy gen uodparnia zmieniany organizm na antybiotyki. Następnie wszystkie organizmy (te zmodyfikowane i te niezmodyfikowane) poddaje się działaniu silnych antybiotyków. Przeżywają tylko te zmienione, które wyposażono w geny odporności na antybiotyki.

Po co się je tworzy?

Aby zachęcić i uzależnić rolników od kupowania drogich modyfikowanych nasion koncerny biotechnologiczne stosują następujące działania:

•Starają się uodpornić rośliny modyfikowane na szkodniki. Robią to poprzez wprowadzenie do nich genu powodującego, że roślina produkuje toksynę zabijającą jej naturalne szkodniki. Już nie trzeba stosować oprysków. Roślina sama produkuje odpowiednio silną truciznę zabijającą owady. (Skutki tego działania opisano w dalszej części artykułu.)

•Próbują zwiększać wydajność. Np. wprowadzają krowom nowy genetycznie zmodyfikowany hormon wzrostu, który zwiększa u nich produkcję mleka. Badania naukowe dowiodły, że u osób pijących takie mleko zwiększa się ryzyko zachorowania na raka piersi, okrężnicy i prostaty.

•Tworzą organizmy przeznaczone jedynie na paszę albo do produkcji leków lub przemysłowych środków chemicznych. Przykładem mogą tu być kozy, którym wszczepiono geny pająka. Z kazeiny zawartej w ich mleku robione są bardzo cienkie i superwytrzymałe liny. Rośliny i zwierzęta modyfikowane na potrzeby przemysłu nie nadają się do spożycia. Powinno to być ściśle przestrzegane i kontrolowane. Jednak nikt nie jest w stanie wykluczyć ludzkich błędów, pomyłek i chciwości, w wyniku których trafią one do spożycia.

Przykład: W 2003 r. w USA ujawniono fakt, iż 400 świń, na których dokonywano eksperymentów genetycznych, zamiast do zniszczenia trafiło do punktu skupu żywca. Inny przykład: W 1998 r. genetycznie zmodyfikowana kukurydza zarejestrowana jako pasza dla zwierząt hodowlanych zanieczyściła 10% zbiorów amerykańskiej kukurydzy i znalazła się w przetwórstwie spożywczym. W ciągu 2 miesięcy od ujawnienia tej afery amerykańskie zrzeszenia producentów żywności przetworzonej zanotowały 90- krotny wzrost zgłoszeń reakcji alergicznych łączonych z żółtą kukurydzą. Jeden z raportów dotyczył 210 konsumentów, u których rozwinęły się reakcje alergiczne, które w 74 przypadkach wymagały interwencji lekarza, a aż w 20 przypadkach podjęcia pomocy ratującej życie. Nawet jeśli zmodyfikowane rośliny lub ich nasiona nie zostaną wymieszane z innymi, to uprawy odległe nawet o wiele kilometrów zostaną skażone ich zmodyfikowanym pyłkiem. Nie istnieje bowiem możliwość powstrzymania pyłków pochodzących ze zmodyfikowanych roślin przed zapylaniem tradycyjnych roślin niemodyfikowanych. Nasiona zwykłych roślin powstałe po zapyleniu modyfikowanym pyłkiem będą już nasionami modyfikowanymi i nie będą się nadawały do spożycia. Kolejne pokolenia tych roślin także.

•Starają się zmienić zawartość składników odżywczych w roślinach lub nadać im nowe cechy, których one nigdy wcześniej nie posiadały. Kampania reklamowa firm biotechnologicznych wokół złotego ryżu GMO obiecywała, że dzięki większej zawartości prowitaminy „A” ryż ten wyeliminuje jej brak u osób w krajach Trzeciego Świata. Jednak nawet jeden z prezesów fundacji współfinansujących badania stwierdził, że nie jest to recepta na wyeliminowanie niedoboru witaminy „A”. Niezależne badania wykazały bowiem, że dwuletnie dziecko, by dostarczyć organizmowi dzienną dawkę witaminy „A”, musiałoby zjeść 3,5 kg ryżu, a osoba dorosła 10 kg. Tymczasem do całkowitego zaspokojenia dziennej dawki witaminy „A” dla dorosłej osoby wystarczy zjeść kilka średniej wielkości marchewek.

•Uodparniają rośliny na środki chemiczne. Przykładem jest soja odporna na Roundup – silnie trujący herbicyd, który zabija wszystkie inne rośliny i bardzo wiele zwierząt. Skutkiem jego stosowania jest prawie całkowite wytrucie większości organizmów glebowych i zatrucie wód. Część z tych środków poprzez liście i korzenie trafia do opryskiwanych roślin, które w normalnych warunkach pod jego wpływem by uschły. Wbudowany w nie gen uodparnia rośliny na trujące właściwości pestycydu, ale nie neutralizuje jego działania. Toksyczne środki nadal znajdują się w roślinach, które potem trafiają do spożycia.

•Zmieniają rośliny w taki sposób, że nasiona z nich uzyskane nie wykiełkują. Uzależnia to rolników od koncernów biotechnologicznych i zmusza do tego, by co roku kupowali nowe nasiona,  licencje na ich produkcję i wnosili opłaty technologiczne za wykorzystywanie modyfikowanych nasion. Nie dajmy się oszukać. Wszystkie te działania nie służą ratowaniu świata przed głodem ani pomocy rolnikom w ich pracy. Koncerny biotechnologiczne nie kierują się takimi pobudkami. One chcą uzależnić rolników oraz konsumentów od swych opatentowanych produktów. Tu chodzi o zysk. Tylko to się dla nich liczy. Te wyjątkowo bogate instytucje są w stanie zrobić bardzo wiele, aby ukryć swe prawdziwe intencje i konsekwencje swych działań.

Jakie konsekwencje zdrowotne powoduje stosowanie GMO?

•Wszyscy wiemy, że wirusy podlegają bardzo szybkiej mutacji. Między innymi dlatego szczepionki nie są całkiem skuteczne. Zanim naukowcy stworzą szczepionkę na daną odmianę wirusa, ten już zdąży przejść mutację i szczepionka przestaje być skuteczna, zanim jeszcze zostaje wprowadzona na rynek. Z rakotwórczych wirusów używanych do przenoszenia genów mogą powstawać nowe groźne zarazki o niedających się przewidzieć konsekwencjach.

•DNA organizmów żywych często zawiera uśpione formy wirusów i bakterii. Wprowadzanie do nich genów stosowanych przy produkcji GMO może uaktywniać utajone formy mikroorganizmów oraz powodować nieprzewidywalne rekombinacje i mutacje drobnoustrojów. Prowadzić to może do rozwoju nowych generacji chorobotwórczych mikroorganizmów groźniejszych od wirusów SARS i H5N1. Naukowcy mówią na takie działania – terroryzm biologiczny.

•Zjadanie zmodyfikowanych organizmów może spowodować przeniesienie ich antybiotykoodporności na ludzi oraz zwierzęta. Inne rośliny poprzez wymianę pyłku także mogą nabrać tych niepożądanych cech. Jeśli ludzie i zwierzęta staną się odporni na antybiotyki, to i żyjące wokół nich drobnoustroje także. W przypadku zakażenia nie będzie czym leczyć ludzi i zwierząt.

•Bardzo często przy okazji wprowadzania obcych genów przez przypadek wprowadzane są także zupełnie inne, niezamierzone geny. Nie wiadomo, jak zachowają się te inne geny w nowym organizmie i nikt tego nie bada.

•Ten sam gen zachowuje się różnie w zależności od tego, w której części łańcucha DNA się znajduje. Jak wspomniałem, proces „wstrzeliwania” genów lub ich przenoszenia przez wirusy jest bardzo nieprecyzyjny i nie wiadomo, w którym miejscu łańcucha DNA dodatkowe geny się ulokują. Prowadzi to do licznych i nieprzewidywalnych zmian w zmodyfikowanych organizmach. Te nieprzewidywalne zmiany mogą prowadzić do:
– wytwarzania takich białek i ich kombinacji, które nigdy wcześniej nie były znane. Nie ma
możliwości przewidzenia, jakie efekty to przyniesie. Pojawienie się tych substancji w roślinie, w jej
jadalnych częściach oraz pyłku spowoduje, że będą one także obecne w żywności. Tym sposobem zarówno ludzie, organizmy glebowe, jak i całe środowisko będzie nimi zatruwane,
– niespodziewanego pojawienia się białek, w tym toksyn i alergenów, będących powodem wielu zagrożeń zdrowia człowieka i środowiska. Trzeba pamiętać, że każde białko, nawet w śladowej ilości, może wywołać natychmiastową reakcję alergiczną z bardzo poważnymi konsekwencjami, w tym także wstrząsem anafilaktycznym. Toksyczność tych białek może objawić się natychmiast po ich spożyciu lub po wielu latach,
– spowodowania, że pewne substancje, które w niewielkich ilościach naturalnie występują
w środkach spożywczych, mogą osiągać wyższe – a przez to toksyczne stężenia,
– spowodowania, że toksyny występujące tylko w niektórych częściach roślin, mogą pojawiać się także w ich jadalnych częściach,
– zmniejszenia wartości odżywczej roślin.

•Niektóre zmiany w organizmach uwidaczniają się dopiero w kolejnych pokoleniach. Jeżeli dzik będzie hodowany w niewoli, to w trzecim pokoleniu zanikną mu kły (szable). I odwrotnie – jeżeli świnie będą żyły w naturalnych warunkach, to w trzecim pokoleniu wyrosną im kły. Podobnie dzieje się w przypadku genetycznych modyfikacji. Pewne cechy tych organizmów mogą ujawnić się dopiero w następnych pokoleniach. Nie wiadomo, jakie to będą zmiany, nie wiadomo, czy nie okażą się one tragiczne dla ludzi i środowiska.

•Stosowanie odpornych na szkodniki roślin powoduje o wiele większe straty niż zyski. Dotychczas gdy w uprawach wystąpiły szkodniki, stosowano odpowiednie opryski. Umycie takiej rośliny pozbawiało ją większości z tych chemicznych pestycydów. Przy uprawie roślin modyfikowanych nie ma takiej możliwości. Roślina genetycznie modyfikowana (GM) sama produkuje te toksyny w całej swej objętości i niezależnie od aktualnych potrzeb. Związki trujące dla owadów znajdują się w korzeniach, bulwach, łodygach, liściach, nasionach, a nawet w pyłku, którym później oddychamy. Badania naukowe dowodzą, że pyłek roślin genetycznie modyfikowanych wywołuje silne alergie. Nie istnieje możliwość zmycia toksyn z roślin GM. Toksyny te są składnikami ich miąższu. Substancje, które produkują rośliny GM w celu zabijania owadów, są również trujące dla ludzi i innych zwierząt. Zjadanie takich rośliny powoduje także zjadanie toksyn przez te rośliny produkowanych. Ponieważ człowiek jest większy od owada i zazwyczaj jego żywność jest bardziej urozmaicona,  do jego uśmiercenia potrzebna jest większa dawka trucizny. Ale mniejsze dawki  także są szkodliwe. Powodują one osłabienie układu odpornościowego i zwiększenie podatności na czynniki chorobotwórcze. Prowadzi to do licznych alergii i chorób układu pokarmowego.

•Toksyny zawarte w genetycznie modyfikowanych roślinach zabijają nie tylko szkodniki, ale także inne bardzo pożyteczne owady żyjące z nimi w symbiozie, np. zapylające je pszczoły. Obumarłe szczątki roślin GM podczas gnicia i rozkładu uwalniają toksyny, które zabijają także drobnoustroje glebowe. Powoduje to zubożenie całego ekosystemu. Zatruciu ulegają także owady wodne oraz żywiące się nimi płazy i gady.

•Obce białka zawarte w spożywanych roślinach genetycznie modyfikowanych wywołują alergie
przewodu pokarmowego ludzi i zwierząt. Doprowadza to do przewlekłych chorób, w tym nowotworowych.

Jakie konsekwencje ekonomiczne powoduje stosowanie GMO?

•Ludzie nie chcą jeść modyfikowanej żywności. Z tego powodu amerykańscy rolnicy stracili miliardy dolarów z eksportu, gdyż na całym świecie konsumenci nie chcą kupować ich modyfikowanej żywności. Nawet kraje, w których ludność głoduje, nie przyjmują, odsyłają albo palą modyfikowaną żywność otrzymywaną w darach. W chwili obecnej na świecie jest nadprodukcja żywności. Tradycyjna, wysokiej jakości żywność jest lepiej postrzegana na rynku i chętniej kupowana. Produkowanie naturalnej żywności zapewnia producentom lepszy zbyt i wyższe ceny.

•Rolnicy, którzy kupują ziarno GM, są uzależniani od wielkich korporacji. Modyfikowane ziarna są bowiem opatentowane. Rolnik po zebraniu nasion z pola nie ma prawa ich wysiewać w kolejnym sezonie. Musi je kupować co roku. W przeciwnym razie grożą mu procesy sądowe i wielkie kary, włącznie z więzieniem. Musi także płacić koncernom opłaty technologiczne i licencyjne.

•Rolnicy uprawiający tradycyjne odmiany oskarżani są o przywłaszczanie „intelektualnej
własności”, gdy do ich upraw przypadkowo dostaną się genetycznie modyfikowane nasiona lub nawet jeśli ich uprawy zostaną zapylone pyłkiem z takich roślin rosnących na sąsiednich polach. Wtedy też korporacje wymuszają na nich opłaty licencyjne.

•Rośliny GM nie dają ani lepszych, ani większych plonów. Ponadto są mniej odporne na
choroby i warunki klimatyczne. Zmusza to rolników do stosowania większej ilości chemicznych środków ochrony roślin.

•Genetyczne modyfikacje nie chronią przed szkodnikami i chwastami, gdyż te szybko wytwarzają w sobie odporność na toksyczne białka zawarte w modyfikowanych roślinach.

•Niektóre rośliny mają zdolność do zapylania międzygatunkowego. Np. rzepak należy do rodziny
roślin kapustnych i może zapylać inne dziko rosnące rośliny kapustne. Stworzenie genetycznie modyfikowanych odmian roślin odpornych na chemiczne pestycydy spowodowało powstanie superchwastów odpornych na opryski. Niektóre superchwasty osiągają ponad 3 metry wysokości, rosną szybko, a jedna roślina wytwarza ponad 200 tysięcy wiatrosiewnych nasion. Nawet dwukrotnie większa dawka pestycydów w trzykrotnie większym stężeniu nie jest w stanie ich zabić.

•Zagrażają środowisku, są niebezpieczne dla człowieka i zwierząt, bardzo niebezpieczne dla rolników i biologicznej różnorodności.

Wyniki niezależnych badań naukowych

Należy pamiętać, że zdecydowana większość naukowców zajmujących się tym tematem pracuje
wprost dla przemysłu biotechnologicznego, a wiele instytutów naukowych jest sponsorowanych przez producentów GMO. Zanim weźmiemy do ręki jakiekolwiek badania, należy sprawdzić, kto zapłacił za ich przeprowadzenie. Wyniki badań prowadzonych przez niezależnych ekspertów dowiodły, że:

•Uprawy GMO nie przyniosły oczekiwanych korzyści dla rolnictwa. Plony upraw GM soi
i rzepaku obniżone były od 5 do 10 % w stosunku do tradycyjnych odmian tych roślin. Dotyczy to także genetycznie modyfikowanych buraków cukrowych.

•Karmienie szczurów kukurydzą zmodyfikowaną genetycznie wywołało dramatyczne efekty, m.in. podwyższoną ilość białych krwinek i częstsze występowanie zaburzeń pracy nerek, zmniejszoną liczbę nierozwiniętych czerwonych krwinek i znaczący wzrost poziomu cukru we krwi. Podawanie ciężarnym samicom szczurów soi GM spowodowało bardzo wysoką śmiertelność i zaburzenia wzrostu u ich potomstwa. 55,6% ich potomstwa zmarło w ciągu 3 tygodni. Dla porównania, gdy karmiono je naturalną soją, umierało tylko 9%, a gdy w pożywieniu w ogóle nie było soi, umierało 6,8% potomstwa. (Należy pamiętać, że soja i kukurydza dodawane są jako zagęszczacze i wypełniacze do wędlin, przetworów, majonezów, śmietany itp. Większość produkowanej na świecie soi jest genetycznie zmodyfikowana.)

•GM soja i kukurydza mają inne właściwości odżywcze niż ich naturalne odpowiedniki.

•Ludzie zamieszkujący tereny, na których uprawiane są rośliny genetycznie modyfikowane, chorują na alergie. Dolegliwości te ustępują po wyprowadzeniu się tych ludzi na inne tereny i nawracają po ich powrocie.

•Myszy spożywające zmodyfikowaną genetycznie kukurydzę mają poważnie upośledzone zdolności reprodukcyjne. Doprowadza to do niższej płodności i mniejszej masy ciała.

•Fragmenty zmienionych genów pochodzących z GM soi i kukurydzy przenikają do genów, krwi, wątroby, śledziony, nerek, a także płodu organizmów stałocieplnych karmionych genetycznie modyfikowaną żywnością. Naukowcy alarmują, że wiąże się z tym niebezpieczeństwo dla zdrowia ludzi i zwierząt.

•Szczury laboratoryjne nie chcą jeść modyfikowanych nasion. Nawet po wymieszaniu ich z innymi nasionami rozpoznają je i zjadają tylko te nie modyfikowane. Aby można było przeprowadzać doświadczenia, naukowcy muszą zmielić wszystkie nasiona i wymieszać je na jednolitą masę.

•Podawanie krowom transgenicznego hormonu wzrostu powoduje uszkodzenie ich płodów, infekcje układu moczowego oraz wzrost poziomu innego hormonu, który dostaje się do ich mleka i stymuluje u ludzi go pijących raka piersi i prostaty.

•W roślinach GM stwierdzono mniejszą ilość substancji hamujących rozwój komórek nowotworowych.

Obserwacje rolników

•Wielokrotnie zaobserwowano, że krowy nie chcą jeść genetycznie modyfikowanej kukurydzy. Kiedy mają do wyboru odmianę modyfikowaną i niemodyfikowaną, zawsze wybierają tę niemodyfikowaną.

•Dotyczy to zarówno ziarna, jak i łodyg. Zdarzają się przypadki, że krowy przechodzą przez pole kukurydzy genetycznie modyfikowanej (nie jedząc jej) i pasą się na tej niemodyfikowanej. Czasami niechęć do jedzenia roślin GM jest u nich tak silna, że są w stanie nawet sforsować ogrodzenie, by przejść na pole z niemodyfikowanymi roślinami.

•80% macior świń karmionych paszą zawierającą GMO miało problemy z płodnością.

•Tradycyjnie uprawiane rośliny przez tysiące lat przystosowały się do lokalnego klimatu. Odmiany roślin GM są takie same na całym świecie. Powoduje to, że nie mogą być przystosowane do każdych warunków. Bardzo często rośliny GM nie są odporne na lokalny klimat, np. wymagają większych ilości wody niż lokalnie uprawiane rośliny.

•Odnotowuje się choroby roślin atakujące tylko odmiany genetycznie modyfikowane.

Czy możliwe jest współistnienie organizmów modyfikowanych i niemodyfikowanych?

Organizmy genetycznie modyfikowane to żywe organizmy i tak jak wszystkie inne rozmnażają się i przenoszą na sąsiednie tereny. Rośliny przenoszą się poprzez pyłek, nasiona i pędy. Dzieje się to głównie przy pomocy wiatru oraz owadów i innych zwierząt. Dodatkowo dochodzi jeszcze czynnik ludzki – przypadkowe rozsypanie nasion, opadanie nasion na pole podczas żniw, wymieszanie nasion w niecałkowicie opróżnionym kombajnie i innych maszynach rolniczych, itp. Tradycyjne ziarno miesza się z modyfikowanym na wszystkie możliwe sposoby. Pyłki roślin modyfikowanych przenoszą się na wiele kilometrów, zapylając i skażając uprawy niemodyfikowane oraz dziko rosnące pokrewne gatunki roślin. Nasiona przenoszą się wraz z wiatrem. Przenoszą je także niektóre zwierzęta. Ryby modyfikowane są większe i agresywniejsze, przez co wypierają te naturalne. Nie istnieją możliwości powstrzymania rozprzestrzeniania się modyfikowanych genów. Jest to proces nieodwracalny. Nie jest możliwe współistnienie organizmów modyfikowanych i niemodyfikowanych, gdyż zawsze nastąpi nieodwracalne skażenie przez GMO. Ciekawostka. Komisja Europejska jeszcze nie ustaliła metod i zakresu badań, których będzie wymagać przy rejestracji GMO, a już dopuszcza je do uwolnienia w środowisku. To brak poszanowania prawa i podstawowych zasad logiki. Jeśli uprawy ekologiczne zostaną zanieczyszczone przez GMO, to przestaną być ekologiczne. Jeżeli polski rząd dopuści do uprawiania genetycznie modyfikowanych roślin, to tym samym uśmierci rolnictwo ekologiczne. Uderzy to głównie w małe i średnie gospodarstwa rodzinne w Polsce, specjalizujące się w uprawach ekologicznych i integrowanych. Jak na razie polska zdrowa żywność jest bardzo dobrze postrzegana na rynkach międzynarodowych. Tamtejsi klienci chętnie ją kupują, gdyż jest ona zdrowsza i smaczniejsza od tego, co oferują ich rodzimi producenci. Jeśli polski rząd dopuści do skażenia naszej żywności przez GMO, to nasz kraj straci potężne rynki zbytu swej żywności, a my będziemy zmuszani do jedzenia żywności, która zabija.

GMO fakty i mity ( część 1 ). Prof. Tadeusz Żarski odpowiada na pytania

Jak działają firmy biotechnologiczne?

Firmy produkujące genetycznie zmodyfikowane nasiona są właścicielami patentu na te rośliny i sprzedają swój materiał siewny o wiele drożej (3 do 4 razy, ale niekiedy nawet 1000 razy) od cen zwykłego ziarna. Wmawiają rolnikom, że zakup ich ziarna się opłaci, obiecując zwiększone plony i zmniejszoną konieczność stosowania oprysków. Zachęcają rolników do zaciągania kredytów na zakup modyfikowanych nasion i specjalistycznych środków chemicznych do ochrony genetycznie modyfikowanych upraw. Ponadto żądają opłat technologicznych i licencyjnych za użytkowanie ich „własności intelektualnej”, czyli genetycznie zmodyfikowanych nasion, roślin i zwierząt. Na mocy umowy, którą rolnik musi podpisać, nie jest on właścicielem roślin, które rosną na jego polu i po zbiorach nie może ponownie wysiać części zebranych nasion. Uzależnia to rolników od koncernów biotechnologicznych i zmusza do tego, by co roku kupowali nowe nasiona, licencje na ich produkcje i wnisili opłaty technologiczne za wykorzystywanie modyfikowanych nasion. Firmy biotechnologiczne bezprawnie patentują także tradycyjne rośliny, te które od tysięcy lat były uprawiane w takich krajach jak Gruzja, Indie czy Amazonia. Kiedyś np. w Indiach uprawiano tysiące odmian ryżu o szczególnych właściwościach smakowych i zdrowotnych. Dziś większość z nich jest opatentowana przez międzynarodowe koncerny, a do uprawy dopuszcza się jedynie niektóre odmiany.

Foto:

Kolor pomarańczowy– kraje produkujące więcej niż 95% żywności modyfikowanej

Paski pomarańczowe – kraje komercjalizujące GMO

Kropki pomarańczowe – kraje eksperymentujące

Fałszywa obietnica ratowania przed głodem

Jednym z ważniejszych argumentów koncernów biotechnologicznych była obietnica uratowania świata przed głodem. Jednak prawda jest taka, że obecnie na świecie jest nadprodukcja żywności. To nie mała ilość żywności jest problemem, lecz jej zła dystrybucja i bieda. Większość niedożywionych dzieci żyje w krajach, w których istnieje nadprodukcja żywności. Przewodniczący Forum dla Biotechnologii i Bezpieczeństwa Żywnościowego w New Delhi na Światowej Konferencji dotyczącej żywności i Rolnictwa w Londynie w 2002 roku powiedział: „Twierdzenie, że biotechnologia lub wolny rynek rozwiążą problem głodu, jest rozmyślnym wypaczaniem prawdy”. Jednym z przykładów są Indie, gdzie 320 milionów ludzi kładzie się co wieczór spać głodnymi, pomimo faktu, że Indie mają w rezerwie zapasy 65 tysięcy ton żywności. Indie również żywność eksportują, ponieważ biednych nie stać na jej zakup. Przy tak dużej nadprodukcji rolnicy często nie mają możliwości sprzedaży swoich produktów po cenach zapewniających im możliwość godziwego utrzymania. Dzieje się tak dlatego, że gospodarstwa wielkoobszarowe są w stanie tak bardzo obniżyć cenę produkowanej żywności, że zwykły rolnik nie może utrzymać się na rynku. Banki i firmy biotechnologiczne namawiają rolników do brania kredytów pod zastaw ziemi. W przypadku nieudanych zbiorów lub zmiany cen skupu rolnicy nie są w stanie ich spłacić. W ten sposób co najmniej milion rolników w USA, Argentynie, Brazylii, Paragwaju, Indiach i wielu krajach Afrykańskich pozbawiono ziemi i jakichkolwiek szans na godne życie. W samych tylko Indiach doprowadzono już w ten sposób 150 000 rolników do samobójstwa. 1000 samobójstw miesięcznie. Aby pokonać przyczynę głodu, trzeba zadbać o odpowiednią dystrybucję dóbr. Zapewnić rolnikom zbyt swoich produktów, a głodującym umożliwić zarobkowanie i zdobywanie środków na zakup żywności. Tymczasem wielkie korporacje pozbawiają głodujących takich możliwości. Dobrą ilustracją tego, jak biotechnologia realizuje swoje obietnice ratowania przed głodem, jest przykład Iraku.

Od 2003 r. pod pretekstem walki z terroryzmem trwa okupacja tego kraju. Poza oczywistym powodem zdobycia tamtejszych surowców próbuje się uczynić z tego kraju gigantyczny raj dla wolnego handlu. Częścią tego planu jest dostosowanie produkcji irackiej żywności do modelu dogodnego dla nasion i roślin GM. Giganty przemysłu rolnego otrzymały na to zgodę w ramach szybko wprowadzanych zarządzeń nazwanych prawami Bremera. Narzuciły one szokujące zmiany:

nieograniczony import bez ceł, inspekcji i podatków, rezygnacja z wszelkiej kontroli. Używanie tradycyjnych nasion grozi wysokimi karami, a nawet więzieniem. Trzeba używać tylko tych opatentowanych, które są genetycznie zmienione i są własnością gigantów przemysłu biotechnologicznego. Farmerom zabrania się ponownego wysiewania tych nasion. Daje to właścicielom patentów przez 20 lat absolutną władzę nad farmerami, którzy używają ich nasion. Rolnicy muszą wnosić opłatę technologiczną oraz roczną opłatę licencyjną. Podstawą tego zarządzenia jest amerykańska ustawa pt. „Ochrona odmian roślin”, dzięki której nasiona roślin GM uzyskały ochronę i prawo do wyeliminowania odmian roślin uprawianych w tej kolebce rolnictwa od 10 tys. lat. Żyzna dolina pomiędzy Eufratem a Tygrysem stanowi idealne miejsce do uprawy zbóż. Od blisko 8000 lat rolnicy wykorzystywali do hodowli wszystkie odmiany pszenicy i innych zbóż. Obecnie muszą one ustąpić miejsca pszenicy GM. Podczas gdy Irakijczycy głodują, giganty biotechnologii prowadzą produkcję ukierunkowaną na eksport. Wymuszona transformacja irackiej produkcji żywności w kierunku patentowanych upraw GM to wyraźny przykład, jak Stany Zjednoczone i ich przemysł zmuszają inne kraje do produkcji modyfikowanej żywności. Nie ma to nic wspólnego z ratowaniem świata przed głodem…

źrudło http://otworz-oczy.org/index.php/genetycznie-zmodyfikowane-organizmy-gmo-nowe-zagrozenie-dla-ludzi-przyrody-i-ekonomii/

————————————————————————————————

Czym jest korporacja Monsanto i czym się zajmuje

Monsanto Company (NYSE: MON) – międzynarodowy koncern, spółka akcyjna, specjalizująca się w biotechnologii oraz wielkiej chemii organicznej nastawionej na produkcję w zakresie rolnictwa. Monsanto jest światowym liderem w produkcji herbicydu, glifosatu, który pod nazwą handlową Roundup jest flagowym produktem tego koncernu. Monsanto jest też liderem w produkcji zmodyfikowanego genetycznie ziarna siewnego, kontrolując od 70 do 100% rynku. Agracetus, firma której 100% udziałów należy do Monsanto, posiada wyłączność na produkcję genetycznie zmodyfikowanej fasoli sojowej sprzedawanej pod nazwą „Roundup Ready”. W marcu 2005 Monsanto przejęło Seminis Inc, dzięki czemu stało się też liderem na rynku tradycyjnego ziarna siewnego. Monsanto zatrudnia 15 000 osób na całym świecie. Według zeznania podatkowego z sierpnia 2004 jego roczny dochód brutto wynosi 5,4 miliarda USD.

Działalność na rynku genetycznie zmodyfikowanego ziarna siewnego, produkcja hormonu wzrostu krów oraz agresywny styl lobbingu spowodowały, że Monsanto stało się jednym z najbardziej znienawidzonych przez działaczy ruchów antyglobalistycznych i ekologicznych koncernów międzynarodowych. Wiele innych korporacji chemicznych i biochemicznych jest również stale narażona na tego rodzaju ataki, jednakże Monsanto jest wyjątkowo popularnym celem ataku aktywistów proekologicznych. Ukuli oni w stosunku do żywności produkowanej z użyciem technologii Monsanto termin frankenfood (od Frankenstein i food – żywność), a sama nazwa koncernu jest przez nich przekręcana na Monsatan. Wg opinii antyglobalistów Monsanto jest sztandarowym przykładem tzw. terroryzmu korporacyjnego.

————————————————————————————————

Świński Patent Monsan-to 1/4 PL

Świat Według M-o-n-s-a-n-t-o 01/11 PL

Problemy związane z niektórymi produktami Monsanto

• Aspartam, którego produkcję jako dodatku do żywności rozpoczęła firma farmaceutyczna G.D. Searle & Company, przejęta później przez Monsanto; niektóre badania sugerują, że związek ten zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworów[1], inne tego nie potwierdzają[2]. ZOBACZ WPIS O ASPARTAMIE
• Agent Orange – produkowany m.in. przez Monsanto defoliant używany przez USA podczas wojny w Wietnamie, aby zniszczyć dżunglę mogącą ukrywać wietnamskich partyzantów; w czasie jego degradacji wyzwalają się dioksyny, które mają szkodliwe działanie na ludzi. ZOBACZ, JAKIE BYŁY SKUTKI UŻYCIA TEJ SUBSTANCJI W WIETNAMIE
• PCB – produkowane m.in. przez Monsanto, od 1977 zdelegalizowany w USA z powodu właściwości rakotwórczych. W UE można je stosować z ograniczeniami.
• DDT – produkowany m.in. przez Monsanto insektycyd wykorzystywany od lat 40. do początku lat 60. XX wieku. Obecnie DDT nie jest używany w krajach wysoko rozwiniętych z powodu jego trwałości i nagromadzania się w organizmach żywych. W krajach Trzeciego Świata w dalszym ciągu jest używany do walki z komarami roznoszącymi malarię.
• Cycle-Safe – pierwsza plastikowa butelka na napoje, po roku zaprzestano używania z powodu stwierdzonego ryzyka raka u ludzi. Po kilku latach ponownie zaaprobowana przez FDA.
• Posilac – rekombinowany bydlęcy hormon wzrostu (), zwiększa produkcję mleka u otrzymujących go krów. Ze względu na zwiększoną podatność tych krów na infekcję (związaną ze wzrostem mleczności[3]), otrzymują one wyższe dawki antybiotyków; nie stwierdzono bezpośredniego działania rBGH na ludzi. rBGH nie został dopuszczony do użytku w Kanadzie i niektórych krajach Unii Europejskiej.
• Aspartam, którego produkcję jako dodatku do żywności rozpoczęła firma farmaceutyczna G.D. Searle & Company, przejęta później przez Monsanto; niektóre badania sugerują, że związek ten zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworów[1], inne tego nie potwierdzają[2]. • Agent Orange – produkowany m.in. przez Monsanto defoliant używany przez USA podczas wojny w Wietnamie, aby zniszczyć dżunglę mogącą ukrywać wietnamskich partyzantów; w czasie jego degradacji wyzwalają się dioksyny, które mają szkodliwe działanie na ludzi. • PCB – produkowane m.in. przez Monsanto, od 1977 zdelegalizowany w USA z powodu właściwości rakotwórczych. W UE można je stosować z ograniczeniami. • DDT – produkowany m.in. przez Monsanto insektycyd wykorzystywany od lat 40. do początku lat 60. XX wieku. Obecnie DDT nie jest używany w krajach wysoko rozwiniętych z powodu jego trwałości i nagromadzania się w organizmach żywych. W krajach trzeciego świata w dalszym ciągu jest używany do walki z komarami roznoszącymi malarię. • Cycle-Safe – pierwsza plastikowa butelka na napoje, po roku zaprzestano używania z powodu stwierdzonego ryzyka raka u ludzi. Po kilku latach ponownie zaaprobowana przez FDA. • Posilac – rekombinowany bydlęcy hormon wzrostu (), zwiększa produkcję mleka u otrzymujących go krów. Ze względu na zwiększoną podatność tych krów na infekcje (związaną ze wzrostem mleczności[3]), otrzymują one wyższe dawki antybiotyków; nie stwierdzono bezpośredniego działania rBGH na ludzi. rBGH nie został dopuszczony do użytku w Kanadzie i niektórych krajach Unii Europejskiej.
————————————————————————————————

Największy gigant GMO Monsanto kłamie jak z NUT!

Największemu gigantowi GMO – Monsanto „zawdzięczamy” DDT (zakazany
Azotox), Aspartam czy Posilac, bydlęcy hormon wzrostu, zakazany w
Kanadzie i większości krajów Unii, gdyż stymulowanie produkcji mleka
opłaca epidemią zakaźnych chorób masowym stosowaniem antybiotyków i
przekazywaniem tego konsumentom.
Lecz nade wszystko chlubą Monsanto jest najsłynniejszy z herbicydów,
Roundup, przynoszący firmie krociowe zyski, przy tym
najzupełniej „nieszkodliwy i biodegradowalny”, jak głosiła reklama.
Kłamała jak z nut, za co Monsanto skazano przed sądami w Nowym Jorku
i we Francji. Oczywiście ani trochę się nie przejął, gdyż nawet 700
mln grzywny to pestka przy dochodach rocznych rzędu 7,5 miliardów.
Jeśli Monsanto czymś się przejął, to groźbą wygaśnięcia patentu na
Roundup (po 20 latach patent przechodzi do sfery publicznej i każdy
może go bezkarnie spiratować) i dlatego tylko wymyślił Frankensteina
o nazwie Roundup Ready: tak zmodyfikowane genetycznie odmiany
kukurydzy, soji czy rzepaku, że odporne są na działanie
uniwersalnego herbicydu, który niszczy wszystko inne, za wyjątkiem
ich – aczkolwiek nikt dotąd nie zbadał, ile z potężnych dawek
Roundupu odkłada się w spryskiwanych ziarnach i ląduje w pysku bydła
lub na naszym talerzu. Roundup Ready to zaś dzisiaj 70% nasienniczej
oferty Monsanto, jak świat długi i szeroki.
Źródło gazeta.pl

————————————————————————————————

Informator z Monsanto: Rośliny genetycznie modyfikowane zagrożeniem dla zdrowia

http://www.greenpeace.org/poland/kampanie/stop-gmo/przemysl-inzynierii-genetycznej/informator-z-monsanto-GMO-zagrozeniem-dla-zdrowia

————————————————————————————————

GMO i Monsanto w Polsce

STOP GMO!!! Jak zagłosuje Wiejska ?

“Wiejska według Monsanto” to minidokument o losach ustawy w sprawie GMO. Wejście tej ustawy oznaczałoby otwarcie naszych pól na uprawy Genetycznie Modyfikowanych Organizmów. W lipcu tego roku odbyło się posiedzenie Komisji do Spraw Rozwoju Wsi, na której doszło do burzliwej debaty na temat GMO i jego wpuszczenia na polskie pola.
Zdecydowana większość prelegentów była przeciw, jedna osoba była za, był również pewien Pan, który tylko patrzył, słuchał i zachowując milczenie, tajemniczo się uśmiechał…

Batalia o Polskę wolną od GMO – przegląd aktualnej sytuacji

Zgodnie z aktualnym stanem prawnym w Polsce obowiązuje całkowity zakaz sprzedaży genetycznie modyfikowanego materiału siewnego (nasion GMO), lecz rolnicy kupują go za granicą.

http://www.eioba.pl/a99370/batalia_o_polske_wolna_od_gmo_przeglad_aktualnej_sytuacji

Polska wolna od GMO

http://polska-wolna-od-gmo.org/gmofree/naukowcy-ostrzegaj-przed-gm

Walka o zdrową żywność w Polsce i zdrowie Polaków trwa !

http://www.globalnaswiadomosc.com/dozynkigmoprotest.htm

Polska walczy z GMO

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/polska_walczy_z_gmo_89288.html

Kampania STOP GMO W POLSCE

http://www.icppc.pl/antygmo/

Grennpeace o GMO

http://www.greenpeace.org/poland/kampanie/stop-gmo

————————————————————————————————

LINKI

Marcin Klapczyński: Czy jeść GMO? (kompedium wiedzy na temat GMO)

http://www.eioba.pl/a94544/marcin_klapczynski_czy_jesc_gmo

Ryzyko GMO – Genetyczne Modyfikacje Upraw – Afera Pusztai

http://www.eioba.pl/a85568/ryzyko_gmo_genetyczne_modyfikacje_upraw_afera_pusztai

Genetycznie Modyfikowane Organizmy (GMO) – obietnice i fakty

http://www.eioba.pl/a93106/genetycznie_modyfikowane_organizmy_gmo_obietnice_i_fakty

GMO na świecie w 2007 roku

http://www.biotechnolog.pl/news-789.htm

BLOG o GMO

http://www.gmo.biolog.pl/

http://www.gmo.pl/

http://eko.opole.pl/?tag=gmo

ZOBACZ  POKREWNE WPISY

Czym tak naprawdę są i skąd się wzięły korporacje

Codex Alimentarius a nasze zdrowie

Read Full Post »

„Fluor jest dodatkiem do różnych preparatów stomatologicznych stosowanych do walki z próchnicą. Wzmacnia szkliwo zębów, niestety – zdaniem wielu naukowców – pozbawia zarazem zęby i kości wapnia, przez co stają się kruche. Wśród skutków ubocznych stosowania fluoru naukowcy wymieniają zmiany szkieletowe, osteoporozę, zapalenie stawów, a nawet raka kości. Fluor może też negatywnie oddziaływać na układ nerwowy, immunologiczny, a u dzieci powodować stałe zmęczenie, niski współczynnik inteligencji, ospałość, a także depresję. U większości z nas produkty zawierające fluor w dopuszczalnych przez normy dawkach nie spowodują kłopotów, ale są ludzie bardziej wrażliwi lub podatni na fluor niż pozostali. Do nich należą przede wszystkim osoby z zaburzeniami pracy nerek, gdyż właśnie one są odpowiedzialne za wydalenie fluoru z organizmu.” [link].

Gdzie jest?

Przede wszystkim w pastach do zębów oraz w kranach, gdzie „wodociągi” ją dostarczają, także w herbacie.
Po co to jest?
Oficjalnie dla dobra ludzi.
Czy coś z tym jest nie tak ?
Istnieją podejrzenia, poniższym wpisem postaram się przybliżyć trochę szczegółów.

Tekst będzie długi, to ostrzeżenie dla tych, którzy mają awersję do obszernych artykułów.  Wytrwałość jednak w tym przypadku bardzo się opłaci, ponieważ jeśli zastosujesz tę wiedzę w praktyce, będziesz po prostu zdrowszy.

Żyjemy w świecie podyktowanym pieniędzmi i innymi chorymi” pobudkami, jesteśmy utrzymywani w iluzji dobroci, uważamy że jest OK. Podczas gdy prawda jest zupełnie inna. Masz myśleć i robić wszystko, byle tylko nie sięgać do wiedzy władzy, władzy, która utrzymuje kontrolę. Zastanów się, dlaczego ludzi nie interesuje ta wiedza….tak właśnie ma być.

Znalazłem pewien artykuł na temat fluoru, a pod nim taki tekst:

„Fluor powoduje przedwczesne starzenie się tkanek, skóry i tętnic. W miastach niemieckich, gdzie fluoryzowano wodę, częściej występowały choroby takie jak stwardnienie tętnic, arterioskleroza. Ostatnio naukowcy amerykańscy zwrócili uwagę na fakt, iż fluor powoduje zmiany genetyczne.

Uszkadza kod genetyczny, ingerując w jądro komórkowe. Jest też przyczyną zablokowania funkcji wielu enzymów w organizmie, bez których nie może on prawidłowo funkcjonować. Ostatnie doniesienia naukowców wskazują na to, że fluor osłabia system obronny organizmu, upośledzając funkcje białych ciałek krwi.

W publikacji naukowej doktora Johna Yiamoyiannisa, Amerykanina światowego autorytetu w badaniach nad skutkami działania fluoru, pod znamiennym tytułem „Fluor przyczyną wczesnej starości” znajduje się podtytuł „Nie pij wody z fluorem”,„Nie używaj pasty do zębów z fluorem”, „Nie bierz tabletek lub witamin z dodatkiem fluoru”.

Autor – doktorant renomowanych uniwersytetów w Chicago i Rhode Island, pracownik naukowy największego w USA Chemicznego Centrum Informacyjnego, przestrzega przed niefrasobliwym stosowaniem past z fluorem, pastylek fluorowych itp.

Zapotrzebowanie organizmu na ten pierwiastek jest niewielkie i dostarczamy go wraz z pokarmem i wodą, co w dobie zanieczyszczenia gleb przez wyziewy przemysłu – i tak może być zbyt dużą dawką.”

Co do jodu, to gospodynie wiedzą, że ogórki kiszone na soli jodowanej nie udają się za bardzo. Jod zaburza rozwój odpowiednich bakterii kwasu mlekowego biorących udział w kiszeniu. Takie same bakterie kwasu mlekowego pracują w naszych jelitach. Zaburzenia ich rozwoju przez jod mogą powodować gorszą pracę przewodu pokarmowego i problemy z przyswajaniem mikroelementów.

Naród, który zwraca dużą uwagę na jakość żywności (koszerność), nie poleca soli jodowanej.

Źródło: arkadia-klinika.pl

To był komentarz do artykułu, który i tak polecam. Inny artykuł, który postanowiłem przytoczyć i skomentować, jest poniżej (wyróżnienia moje):

„(…)
Fluor jest mikroelementem biorącym udział w aktywacji i zahamowaniu działania niektórych enzymów. Jest obecny we wszystkich tkankach organizmu. W kościach, zębach osiąga zdecydowanie większe stężenie niż w innych tkankach. Od lat trwają spory, czy fluor jest niezbędnym mikroelementem. I jak dotąd nie znaleziono na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi.
Fluor jest jednym z głównych składników leków psychotropowych. Wzmacnia ich działanie. Gdy do popularnego leku uspokajającego Valium dodano fluor, powstał środek o silniejszym działaniu, Rohypnol. Inny, niezwykle silny środek uspokajający z fluorem, Stelazinum, jest używany w domach opieki społecznej i w szpitalach psychiatrycznych na całym świecie. Fluor jest też stosowany w takich lekach jak: Atorwastatyna, Deksametazol, Ezetymib, Nebiwolol, Riluzol, Sparfloksacyna, Triamcinolon.

Międzynarodowy Uniwersytet na Florydzie opublikował raport, w którym stwierdzono, że roztwór fluorku potasu o stężeniu 0,45 ppm wystarczy, by znacznie spowolnić nasze reakcje sensoryczne i umysłowe. Wszyscy wiemy, do czego używa się fluoru – od lat 50. XX wieku jest cudownym składnikiem past do zębów, dzięki któremu możemy rzadziej chodzić do dentysty. Fluor dodaje się też do wody w kranach, by chronił zęby. Taka jest wersja oficjalna. A jak jest naprawdę?

Zapamiętaj: fluor spowalnia reakcje sensoryczne i umysłowe…

Po pierwsze – fluor w pastach do zębów chroni zęby u ludzi jedynie do 20. roku życia. I to jedynie wtedy, gdy się go nie przedawkuje. Faktycznie – potrafi wzmocnić szkliwo zębów, ale zażywany w zbyt wielkich dawkach może jednocześnie spowodować wiele chorób somatycznych i psychicznych.

Pasta z fluorem może być pozytywna jedynie do 20. roku życia. Mało tego, trzeba uważać, by nie przedawkować!

Słynne akcje fluoryzowania zębów uczniów szkół podstawowych zaowocowały w Wielkiej Brytanii serią procesów sądowych. Okazało się, że u wielu dzieci doszło do przebarwień szkliwa, zęby stały się łamliwe i chropowate. W 1996 roku 10-letni Kevin otrzymał 1000 funtów odszkodowania od koncernu Colgate Palmolive, znanego producenta pasty do zębów. U chłopca stwierdzono fluorozę, czyli zatrucie fluorem.

A czy fluor naprawdę w znacznym stopniu chroni zęby dzieci przed próchnicą? Ekspertyza przeprowadzona na zlecenie Amerykańskiego Instytutu Badań Stomatologicznych wykazała, że właściwie nie ma różnicy między liczbą ubytków w zębach dzieci mieszkających na terenach objętych fluoryzacją i na nieobjętych.

Skoro nie ma różnicy, jak powyżej czytamy, to dlaczego go stosujemy? Postarajmy się zapamiętać, że w zasadzie fluor nie chroni przed próchnicą.

Niewielu ludzi wie, że fluor tak naprawdę jest trucizną. Często też jest głównym składnikiem leków psychotropowych, a także… trutek na insekty. Opublikowane niedawno badania wykazały, że fluor dodawany do wody MOŻE SPOWODOWAĆ poważne zaburzenia genetyczne, odwapnienie kości, raka. Jest gorszy od ołowiu! A w Polsce, innych krajach byłego bloku komunistycznego oraz m.in. w Wielkiej Brytanii wodę się od lat fluoryzuje. Wiele krajów demokratycznych nie wprowadziło jednak tego zwyczaju. Dlaczego? […]

Być może dlatego, że są krajami demokratycznymi. Polska raczej nie jest!

Otóż nikt nigdy nie przeprowadził szczegółowych badań nad skutkami długotrwałego zażywania fluoru. Owszem, mówi się oficjalnie, że fluor jest bezpieczny, o ile nie przekracza się pewnej ustalonej dawki. Ale jeśli ludzie piją dużo wody z kranu (nawet przegotowanej), często myją zęby pastą z fluorem (a niezwykle trudno jest kupić inną), to jak mogą być pewni, że wielokrotnie nie przekraczają takiej dawki? Podobnie jest z aspartamem, słynnym słodzikiem bez kalorii. Jest bezpieczny, gdy spożywamy go w niewielkich ilościach. Tyle tylko, że tak wiele różnych artykułów spożywczych go zawiera: soki, wody gazowane, witaminy, cukierki itp. Można się nim nafaszerować po dziurki w nosie, a producenci rozłożą ręce i powiedzą: przecież zawartość aspartamu w naszym produkcie jest dopuszczalna i bezpieczna!

Nikt nigdy nie przeprowadził badań – oficjalnie! A może jednak były badania, ale natychmiast je utajniono. Wszystko to, co przedawkujemy, jest dla człowieka niebezpieczne, wszyscy to wiedzą – to proste. Dlaczego by nie stosować tej wymówki do fluorku?
No i spróbuj dostać pastę bez fluoru, jak coś, daj znać! Dalej wspomina się o aspartamie. Pisałem o nim na moim blogu wcześniej.

Rodzi się pytanie: skoro tak wielu uznanych naukowców od dziesięcioleci próbuje zainteresować władze szkodliwością fluoru, to dlaczego nikt nic nie robi? Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, zazwyczaj chodzi o pieniądzei być może władzę nad ludźmi.

Pieniądze, no OK, ale o władzę nad ludźmi? Wszystko będzie jasne, jeśli okaże się, że władza nad masami pomoże w większej sprzedaży i braku możliwości odkrycia prawdy – w końcu zrobimy z nich głupców za pomocą np. chemii.

Totalitarna kontrola umysłów

Od początku XX wieku wiedziano, że podawanie ludziom niewielkich dawek fluoru sprawia, że są bardziej ulegli i podatni na manipulację. Gdy więc podczas II wojny światowej hitlerowcy szukali sposobu, by otumanić więźniów obozów koncentracyjnych, zaczęli podawać im duże dawki fluoru w wodzie pitnej. Produkcję fluoru zlecili koncernowi I. G. Farben z Frankfurtu.

Sprawdzona metoda przez Hitlera… ludzie są ulegli i bardziej podatni na manipulację, np. telewizyjną.

Po zakończeniu wojny do Niemiec przyleciał wysłannik rządu USA, Charles Eiliot Perkins, chemik, który miał przyjrzeć się hitlerowskim metodom kontroli umysłów. Odnalazł on dokumenty stwierdzające, że zanim wybuchła wojna niemiecko-radziecka w 1941 roku, oba totalitarne reżimy wymieniały się informacjami na temat sposobu panowania nad masami. „Bolszewicy uznali dodawanie leków do wody jako idealny sposób na skomunizowanie świata” – napisał w raporcie. Fluor nadawał się do tego celu znakomicie – nie dość, że wywoływał w umysłach pożądane reakcje, to jeszcze można było uzasadnić jego użycie tym, że chroni zęby. Z trucizny zrobiono lekarstwo.

Ludzie! Spożywajcie jak najwięcej fluoru, to dla waszego dobra!

Ale to sami Amerykanie rozpropagowali cudowne właściwości fluoru. Fabryki koncernu I. G. Farben jako jedyne nie były bombardowane przez aliantów – pewnie dlatego, że wielu amerykańskich biznesmenów ulokowało tam duże pieniądze, m.in. rodzina Mellonów. Po wojnie Mellonowie założyli Amerykańskie Przedsiębiorstwo Aluminiowe (ALCOA) – a fluor jest toksycznym odpadem przy produkcji aluminium. Coś z nim trzeba było zrobić. ALCOA oraz inne zakłady produkujące fluor sfinansowały badania, z których wynikało, że małe ilości fluoru nie są szkodliwe dla zdrowia. W raporcie całkowicie pominięto szkodliwe skutki oddziaływania tej substancji na organizm i mózg ludzki. Natomiast podkreślono zbawienny wpływ na zęby.

W latach 40. XX wieku w kilku miastach USA rozpoczęto fluoryzację wody, a kilka firm zaczęło dodawać tę substancję do past do zębów, i lawina się potoczyła…

Fluor a próchnica zębów

Fluoroza

Niewątpliwie fluor wpływa na budowę i przemianę szkliwa (enamelum). Jego uszkodzenie umożliwia bakteriom dostanie się do zębiny, co powoduje próchnicę zębów(caries dentis). Charakteryzuje się ona demineralizacją uwapnionych części zęba, a potem zniszczeniem substancji organicznej. Komórki szkliwotwórcze (adamantoblasty) po wyprodukowaniu szkliwa zanikają i niemożliwe jest jego odtworzenie, zregenerowanie szkliwa. Z tego powodu woda jest wzbogacana o sole fluoru. Apatyt fluorowy jest także składnikiem zębiny (dentinum sive substantia eburnea). Warto wiedzieć, że w przypadkach nieprzylegania dziąsła do szyjki, np. w następstwie kamienia zębowego, zębina na wysokości szyjki może stać się miejscem procesów próchnicznych. Zatem dobrze jest co pewien czas usuwać kamień nazębny u dentysty, ponadto używać pasty, która zapobiega odkładaniu się kamienia na powierzchni zębów.

Trzeba usuwać kamień, który osadza się na zębach. Czy za pomocą pasty z fluorem? Nie! Są pasty bez niego.

W lecznictwie wykorzystuje się tabletki fluorowe – Natrium fluoratum (fluorek sodowy) – tabl. do ssania 0,001 mg i tabletki doustne 0,5 mg. Fluorek sodowy jest stosowany do terapii osteoporozy oraz profilaktyki próchnicy zębów. Przyjmowanie tabletek fluorowych oraz past fluorowanych ma znaczenie zapobiegawcze jedynie w okresie tworzenia się i wapnienia związków zębowych, gdy czynne są adamantoblasty, a więc u kobiet w ciąży (u płodu), u dzieci i młodzieży. Badania naukowe nie dowiodły, aby fluor przy zębach stałych hamował próchnicę zębów. Jest to biologicznie (fizjologicznie) niemożliwe.

Pamiętasz? Do 20. roku życia, powyżej masz uzasadnienie.

Fluor pobudza osteoblasty (komórki kościotwórcze), wzmaga wzrost kostniny i zapobiega nadwrażliwości zębiny na wahania temperatury. Obecnie w handlu znajduje się bardzo dużo past do zębów zawierających związki fluoru (np. aminofluorek, monofluorofosforan sodowy, fluorek sodowy). Należy uważać i pilnować, aby małe dzieci nie połykały pasty fluorowanej podczas mycia zębów, gdyż może to spowodować bóle brzucha, biegunkę i zatrucie. Past fluorowanych nie powinny używać osoby cierpiące na trądzik o ciężkim przebiegu, dermatozę okołoustną, trądzik sterydowy oraz trądzik różowaty. Badania wykazały, że najbardziej skuteczne w zapobieganiu próchnicy zębów okazało się fluorowanie wody lub soli kuchennej (średnia redukcja próchnicy 50-50%).

Zapamiętaj powyższe związki fluoru, przydadzą się, kiedy będziesz kupować pastę, czytaj napisy na opakowaniach.

Działania fluoru i zapotrzebowanie

Fluor jest substancją przyjmowaną w małych ilościach z pożywieniem. Nieszkodliwa dawka dzienna wynosi 1 mg. Przyjmowanie dużych ilości fluoru prowadzi do jego odkładania w układzie kostnym, kumulacji w skórze i wydzielania fluoru przez gruczoły łojowe oraz potowe. Doprowadza to do uogólnionego zatrucia fluorem, określanego mianem fluorozy. Fluor może spowodować niedoczynność tarczycy. Nasila on również objawy trądziku oraz dermatoz. Przewlekłe stosowanie fluoru w nadmiernych ilościach powoduje przekształcenie się trądziku różowatego lub pospolitego w oporny na leczenie trądzik fluorowy.

Pamiętaj, że do tego dochodzi podatność na manipulację oraz uległość.

Dużo fluoru znajduje się w herbacie – od 1 do 7 mg/100 g, w dodatku fluoru łatwo przyswajalnego. Spośród produktów spożywczych najwięcej fluoru zawierają ryby, fasola – 1,65 mg/1000 g, ziemniaki – 0,141 mg, marchew – 0,188 mg, szpinak – 0,435 mg, mleko – 0,227 mg, mąka pszenna 0,56 mg/1000 g oraz mięso, kapusta, sałata, rzeżucha, brokuły.

No proszę, w popularnej zielonej herbacie znajdujemy coś, co nas truje. Tam znajduje się fluor łatwo przyswajalny, w innych produktach też, ale spójrz na dawki.

Podawanie fluoru stało się ostatnio modne. Lekarze zalecają go już niemowlętom, a czasem nawet przyszłym matkom. Ostatnio obserwuje się bardzo dużo przypadków tak zwanej osteoporozy przedszkolnej, a to na skutek nadmiaru fluoru, podawanego dzieciom profilaktycznie w postaci tabletek, kropli, a także specjalnych past z dużą zawartością tego pierwiastka (one także dostarczają organizmowi pewnej ilości fluoru). Rzadko kto pamięta, że dziecko, poza dawką tego pierwiastka zaleconą przez lekarza, otrzymuje jeszcze dodatkową jego porcję podczas regularnego, przynajmniej dwukrotnego, codziennego mycia zębów fluoryzowaną pastą.

To chyba nie wygląda różowo? Pamiętaj, masz wolną wolę!

Ciągłe dostarczanie nadmiernych dawek fluoru powoduje zaburzenia w składzie tkanki kostnej i zębowej. Jej podstawowy budulec, to znaczy wapń, ma w organizmie te same receptory co fluor. Ma on jednak znaczną przewagę, ponieważ szybciej się do nich dostaje, wypierając tym samym wapń i zajmując przeznaczone dla niego miejsce w tkance kostnej. Taka „fluoryzowana” tkanka kostna czy zębowa jest dużo gorszej jakości. Konsekwencją tego nie jest wcale spadek zachorowań na próchnicę, lecz jest to niebezpieczna ucieczka wapnia z organizmu prowadząca do tzw. wczesnej osteoporozy! Aby uniknąć takiego niebezpieczeństwa, możemy podawać dziecku fluor w postaci środków zewnętrznych. Pamiętajmy przy tym koniecznie o odpowiedniej, bogatej diecie i właściwej higienie.

Konsekwencją jest wczesna osteoporoza!

Najbardziej bezpieczną formą zewnętrznego podawania fluoru są zabiegi fluoryzacyjne. Odbywają się jednorazowo i w dużych odstępach czasu, a preparaty do nich używane krótko działają w jamie ustnej i są wypluwane, a nie połykane. Taki kontakt z fluorem jest znacznie bezpieczniejszy od wieloletniego, rozpoczętego już w okresie niemowlęcym, podawania kropelek czy tabletek, które może prowadzić do poważnych zaburzeń. Badania dowodzą, że rzeczywiście nadmiar fluoru powoduje znaczne obniżenie jakości tkanki kostnej i zębiny.

Niewygodne badania są ukrywane.

Wiele matek nieświadomych tej sytuacji podaje dzieciom fluor w postaci kropelek i tabletek. Możemy jednak zauważyć, że dzieci, które nie dostają fluoru, w znacznie mniejszym stopniu mają problemy z uzębieniem. Niektóre z nich nie mają w ogóle problemów z próchnicą! […]

Jak dużo daje matka/ojciec ŚWIADOMY spraw tego świata? Dużo.

Preparaty z fluorem – niebezpieczeństwo przedawkowania

Największymi dostarczycielami fluoru do środowiska są zakłady produkujące aluminium, huty stali, fabryki nawozów fosforowych, mieszanek paszowych, cegielnie i wytwórnie materiałów ceramicznych, a także kominy elektrowni i elektrociepłowni. Z atmosfery związki fluoru dostają się do gleby bezpośrednio w opadach pyłu i z wodami opadowymi oraz resztkami roślinnymi, zawierającymi często duże jego ilości, zwłaszcza w pobliżu źródeł emisji. Fluor jest już bardzo rozpowszechniony w środowisku i należy uważać, by go nie przedawkować, gdyż jego nadmiar działa toksycznie, szczególnie na wydzielanie enzymów, co może doprowadzić do uszkodzeń kości i zaburzeń pracy tarczycy, trzustki i nadnerczy.

Nadmiar fluoru może być przyczyną alergii, a w skrajnych przypadkach może dojść do fluorozy przejawiającej się między innymi kropkowatą zmianą zabarwienia zębów. Mimo to pasty z fluorem jako idealny pogromca próchnicy cieszą się wielką popularnością. Naukowcy niemieccy, wobec coraz większej ilości fluoru rozproszonego w naszym środowisku naturalnym, stwierdzili, że dodatkowe wprowadzanie tego pierwiastka do organizmu, które niegdyś było celowe, w dzisiejszych czasach przynosi zdecydowanie więcej szkód niż pożytku. Fluor kumuluje się w kościach, blokuje też wchłanianie magnezu przez organizm, przenikając przez łożysko u kobiet ciężarnych czyni nieodwracalne szkody dla płodu. Badania prowadzone w Śląskiej Akademii Medycznej dowiodły, że nadmiar fluoru, który jest zjawiskiem powszechnym w dużych aglomeracjach miejskich, działa szkodliwie nie tylko na zęby, ale także na ogólny stan zdrowia. W żadnym wypadku nie powinien być dodawany jako dodatek wzbogacający wodę pitną.

„Jest zjawiskiem powszechnym w dużych aglomeracjach miejskich”

Fluor jest bardzo szkodliwy. Jak dotąd oprócz Śląskiej Akademii Medycznej naukowcy i stomatolodzy nie zajęli się tą sprawą, a pasty z fluorem są systematycznie stosowane i reklamowane. Belgia, jako pierwszy kraj na świecie, zabroniła stosowania dodatków fluorowych, które przez dziesiątki lat promowane były jako niezbędny suplement przez dentystów. Minister Zdrowia Publicznego opublikował, że produkty z fluorem są trujące i stanowią wielkie zagrożenie dla zdrowia fizycznego i psychicznego. W raporcie z 1999 roku UNICEF zgłaszał, że rządy państw nie były wystarczająco poinformowane o tym, jak trujący jest fluor – szczególnie dla dzieci, których młody organizm wchłania więcej fluoru niż organizm dorosłego człowieka. Użyteczność fluoru już wcześniej była kwestionowana na całym świecie. W ciągu ostatnich lat specjaliści ostrzegali przed tym pierwiastkiem.

Fluor jest bardzo czynnym składnikiem i przenika głęboko w kości i komórki, gdzie się odkłada. Powierzchnia zębów staje się mocniejsza, ale ząb sam w sobie staje się bardziej kruchy. Z wielu badań wynika, że fluor powoduje problemy ze stawami, deformacje kręgosłupa, osteoporozę i może nawet wywołać raka kości. Również mózg nie może obronić się przed jego skutkami. Fluor ma negatywny wpływ na system nerwowy i system odpornościowy i u dzieci może powodować chroniczne zmęczenie, obniżać poziom IQ, obniżać umiejętności uczenia się, powodować letarg i depresję. Rząd Belgii zaproponował Komisji Europejskiej, by zabronić dodatków fluorowych w całej Unii Europejskiej, ale Komisja stwierdziła, że na to jeszcze za wcześnie!

Źródło: http://www.eioba.pl/a76208/szkodliwe_dzialanie_fluoru

Za wcześnie” ? Jak to? Ah wielkie pieniądze i wielkie wpływy ; (


Fluor w herbacie?!

Na stronie pu.kilece.pl opublikowano badania chemiczne na temat zawartości fluoru w herbatach.
Pod uwagę brano następujące herbaty, przytoczę cały fragment:

1. Herbata czarna – składają się na nią listki sfermentowane. Stanowi ona 98% światowego handlu i jest produkowana głównie przez Chiny i Indonezję. Rodzaj ten dzieli się na trzy podgatunki:

  • Liściowy – herbata czarna z całych liści, najbardziej aromatyczna.
  • Łamany – rodzaj wytwarzany z połamanych kawałków liści.
  • Pokruszony – rodzaj herbaty wytwarzany z pokruszonych liści oraz pyłu liściowego. Najczęściej wykorzystywane do produkcji herbat ekspresowych i granulowanych najniższej jakości.

2. Herbata zielona – jest bardziej gorzka od czarnej i ma piękny słomkowy kolor. Nie jest ona poddawana procesowi fermentacji.
3. Herbata żółta – pośrednia pomiędzy czarną a zieloną. Poddawana jest temu samemu procesowi produkcji, co ta pierwsza, tyle tylko, że w herbacie żółtej etap fermentacji zostaje nagle przerwany.
4. Herbata biała –  nie podlega żadnemu procesowi. Zbiera się ją tylko raz w roku i tylko ręcznie. Natychmiast po zebraniu jest suszona.
5. Herbata czerwona – ulega krótkiej fermentacji, co czyni jej właściwości bliskimi do herbaty czarnej. Produkuje się je przede wszystkim w Chinach.

Dalej podają, co następuje:

Herbata jest najbardziej popularnym napojem na świecie. Jej spożycie waha się w granicach 2,07–2,24 kg/rok [1]. Rośliny z rodziny herbatowatych pobierają fluor z gleby i kumulują go w liściach. Zawartość fluoru w liściach młodych waha się od 0,3 do 1,0 mg g-1 i jest znacznie niższa niż w liściach starszych zawierających od 0,6 do 2,8 mg g-1 [2].

Fluor jest pierwiastkiem niezbędnym jak i toksycznym, a granica między jego stężeniem korzystnym i szkodliwym jest bardzo wąska. Występuje on we wszystkich tkankach w ilościach rzędu X–X00 mg kg-1, a największe jego nagromadzenie rejestruje się w kościach i zębach. Zawartość fluoru w kościach wzrasta z wiekiem organizmu [3]. Dzięki swoim biochemiczno-fizycznym właściwościom i małym rozmiarom przenika on przez błony komórkowe, łatwo też penetruje tkanki twarde i miękkie tkanki narządowe. Pierwiastek ten posiada zdolność wiązania jonów magnezowych, niezbędnych w wielu reakcjach biologicznych. Zbyt duża zawartość fluoru powoduje fluorozę kości. Prowadzi to do bólów i zesztywnienia kręgosłupa oraz niektórych stawów, a kość staje się krucha i podatna na złamania [4]. Biologiczny efekt działania fluoru zależy od wieku (tab. 1). Nadmierne wchłanianie fluoru w dzieciństwie powoduje marmurkowatość i odbarwienie emalii zębów [5]. Fluor w pożywieniu nie jest na ogół szkodliwy dla człowieka. Już dawno stomatolodzy zwrócili uwagę na znaczenie fluorków w zwalczaniu próchnicy zębów, a ortopedzi wykazali dobre skutki leczenia fluorkami osteoporozy. Wprowadzono do użytku liczne leki będące pochodnymi fluoru [4]. Dzienna dawka fluoru z pożywieniem wynosi 0,3–0,5 mg, natomiast toksyczna powyżej 20 mg. Dla dorosłego człowieka nieszkodliwa dzienna dawka fluoru wynosi około 1 mg, a dawka około 5 mg może powodować fluorozę. Pierwiastek ten akumuluje się w organizmie człowieka, jeżeli dzienna dawka przekracza 3 mg [3].

Zapamiętaj dawki!

[…] Badania wykazały, że najwyższymi zawartościami fluorków charakteryzują się herbaty tańsze, mało znanych firm, co może być związane z wykorzystaniem do ich produkcji starszych liści, w większym stopniu wzbogaconych w fluor. Niepokój może budzić wysoka zawartość fluorków w herbacie zielonej, która zyskuje coraz większą popularność na polskim rynku.

Zaobserwowano, że zwiększenie czasu parzenia herbaty powoduje wzrost koncentracji jonów fluorkowych, przy czym wzrost ten jest znaczny, około 200 mg/l.

Dodatek soku z cytryny i soku malinowego powoduje obniżenie stężenia jonu fluorkowego w wywarze, gdyż przy pH<5,5 występuje on głównie w postaci kompleksów z glinem, który również jest pierwiastkiem kumulowanym przez herbatę. Wartości przewodnictwa elektrolitycznego wskazują na obecność jonów w roztworze, przy czym zaznacza się odwrotna proporcjonalność między pH i przewodnictwem elektrolitycznym właściwym w zakresie pH 3,21–4,88.

Dodatek miodu, cukru jest przykładem wprowadzenia dodatkowych jonów do roztworu powodujących zwiększenie siły jonowej, a tym samym zmniejszenie współczynników aktywności.
[…]

Wnioski

Zawartość jonu fluorkowego w wywarze jest uzależniona od takich czynników jak:

  • rodzaj herbaty (czarna, zielona, czerwona),
  • postać, w jakiej występuje (granulowana, liściasta, ekspresowa),
  • czasu parzenia,
  • pH roztworu,
  • koncentracji Ca, Fe, Al, P [6],
  • dodatków, jakie stosuje się do parzenia herbaty,
  • zawartości F- w wodzie pitnej.

Podsumowując, większość ludzi w Polsce wypija dziennie około cztery szklanki herbaty, przez co dzienna dawka fluoru przyjęta tą drogą wynosi około 1,24 mg. Ta wartość nie przekracza dopuszczalnej dawki fluoru szkodliwej dla człowieka. Jednakże należy uwzględnić fakt, że spożywana herbata nie jest jedynym źródłem fluoru – jest nim również pasta do zębów, ryby, żelatyna, woda pitna (zwłaszcza, że w niektórych krajach wprowadzono proces fluorowania). Nasze badania wykazały, ze nie tylko czas parzenia, ale również dodatkowe elementy smakowe, tak popularne w naszych domach, dodawane do herbaty, mają wpływ na koncentracje jonów fluorkowych w wywarze. Wnioski nasuwające się z doświadczeń pokazują, że najtańsze, a zarazem najpopularniejsze gatunki herbat spotykane na naszym rynku wykazują największą zawartość fluoru.

Czy u Ciebie w mieście fluoryzuje się wodę?

Źródło: http://www.pu.kielce.pl/ichem/kalcyt/tematy/fluorki.htm

——Artykuł pochodzi z http://motyl.wordpress.com/2008/04/19/moje-zdrowie-fluor-szkodzi-zdrowiu/—&#8212;

Fluor występuje w postaci następujących związków:

-fluorek sodu
-monofluorofosforan sodu
-aminofluorki
-fluorek cynawy
-fluorek glinu

Przykłady pasty do zębów bez fluoru:



Fluor + Aspartam – polskie napisy

Alerta sobre o Flúor pelo Dr. Bill Osmunson – po angielsku

Fluor – Angriff auf die Volksgesundheit – po niemiecku

DANGER FLUOR  Część 1 – po francusku

DANGER FLUOR  Część 3 – po francusku

Jak dentyści leczą nasze zęby? – dygresja

Linki

fluorek sodu-1 – PDF (warto się z nim zapoznać)

Coś o fluorze, czego nie przeczytasz w codziennej prasie
http://www.oswiecenie.com/fluor.htm

http://otworz-oczy.org/index.php/cala-prawda-o-fluorze/

Wielkie kłamstwo – Wpływ propagandy fluorku na nasze życie
http://www.bioter.pl/prasa/fluor.htm

Amerykanie i nie tylko są otruwani fluorem oraz…
http://www.pardon.pl/dyskusja/1957293/amerykanie_i_nie_tylko_sa_otruwani_fluorem_oraz

Read Full Post »

"Celem jest zdobycie władzy, a nie troska o klimat"

Celem jest zdobycie władzy, a nie troska o klimat”
Prof. Zbigniew Jaworowski, specjalnie dla TVN24.PL

Siłą napędową konferencji w Kopenhadze nie jest troska o klimat, z którym nic złego się nie dzieje, a który od lat dziesięciu zaczął się ochładzać. Jest nią perspektywa zdobycia władzy nad światem oraz trylionowych zysków z handlu niczym, niczym bowiem są zezwolenia i limity ze sprzedaży limitów CO2 – pisze specjalista ds. klimatu profesor Zbigniew Jaworowski.

W Kopenhadze mają być podjęte decyzje w sprawie przedłużenia i znacznie zwiększonego ograniczenia emisji CO2 ustalonych w Protokóle z Kioto, do których wypełniania do r. 2012 zobowiązało się 187 państw. Zobowiązań nie spełniono. Zamiast wyznaczonej w Kioto redukcji emisji gazów cieplarnianych o 5,2 proc. w porównaniu z r. 1990, ich emisja do roku 2004 wzrosła w skali świata o 38 proc., w Japonii o 11 proc., w USA o 20 proc., w Hiszpanii o 50 proc., w Indiach o 103 proc., w Chinach o 150 proc., a samej „starej” Unii Europejskiej (15 krajów) o około 7 proc. Natomiast Polska w tym czasie obniżyła swoją emisję CO2 o 18 proc. od 1990 r. i 32 proc. od 1988 r.

Mniej o 503 mld zł

Jednak Bruksela zmusza nas do dalszej redukcji obecnej emisji CO2 o 20 proc. do 2020 roku. Gdybyśmy spełnili ten wymóg i pozostałe żądania (czyli 20 proc. wzrostu wkładu energii odnawialnej, 20 proc. wzrostu wydajności energetycznej i 10 proc. tu zużycia biopaliw), to wedle ekspertyzy zleconej przez polski rząd znanej firmie konsultingowej Ernst & Young w 2030 roku polski produkt krajowy brutto byłby mniejszy o 503 miliardy złotych, czyli sięgnąłby około 50 proc. PKB z 2007 roku. To dramatycznie obniżyłoby poziom życia Polaków.

Ale w Kopenhadze zastawia się na nas znacznie groźniejsze pułapki. W opublikowanym przez ONZ projekcie Protokołu z Kopenhagi, który miałby na następne dziesiątki lat zastąpić „Kioto”, przedstawiono kilka wersji ograniczeń emisji CO2 do roku 2050, sięgających od 50 do 95 proc. emisji z 1990 roku. Przez kilka następnych lat emisja miałaby zmniejszać się po 5 proc. rocznie. Byłaby to największa rewolucja w historii, która dramatycznie odbiłaby się na dobrobycie całego świata.

Koszt dla rodziny: 1 tys. zł mniej

Gdyby przyjęto do roku 2020 nawet tylko ograniczenie 40 proc., to wg oceny Sztokholmskiego Instytutu Środowiska (SEI) wprowadzenie tego scenariusza kosztowałoby każdą 4-osobową rodzinę około 1 tys. zł miesięcznie przez następne dziesięć lat. Za dziesięć lat, po roku 2020, koszt ten dla przeciętnej rodziny wzrósłby ponad dwukrotnie, czyli powyżej 24 tys. zł rocznie. W Polsce, gdzie około 95 proc. całej energii produkowane jest z paliw kopalnych, byłby on wyższy niż obliczony przez SEI. Mam wrażenie, że nasz rząd zdaje sobie z tego sprawę, natomiast większość społeczeństwa nie. Jego opinia została uformowana przez zmasowaną kłamliwą propagandę „ekologiczną”, przedstawiającą naturalne błogosławione Ocieplenie Współczesne jako zawinioną przez człowieka katastrofę klimatu.

Gdyby przyjęto do roku 2020 nawet tylko ograniczenie 40 proc., to wg oceny  Sztokholmskiego Instytutu Środowiska (SEI) wprowadzenie tego scenariusza kosztowałoby każdą 4osobową rodzinę około 1 tys. zł miesięcznie przez następne dziesięć lat. Za dziesięć lat, po roku 2020, koszt ten dla przeciętnej rodziny wzrósłby ponad dwukrotnie, czyli powyżej 24 tys. zł rocznie.

Histeria klimatyczna nie pomoże

Około 86 proc. energii światowej jest obecnie produkowane przez spalanie paliw kopalnych. Rewolucyjna zmiana tej sytuacji w drodze biurokratycznych dekretów, a nie stopniowego naturalnego rozwoju przemysłu, niesie za sobą groźbę zniszczenia cywilizacji, otwarcie postulowanego przez znanego mizantropa i globalnego guru zielonych Maurice Stronga, szarą eminencję ONZ, twórcę Protokołu z Kioto i głównego doradcę byłego Sekretarza Generalnego Narodów Zjednoczonych Kofi Annana.

Jeżeli ludzkość ma trwać i rozwijać się przez następne eony czasu, to musimy stopniowo, nie rewolucyjnie, wycofać się z barbarzyńskiego spalania z paliw kopalnych, których zasoby wkrótce się wyczerpią, zachować je do innych celów i oprzeć się na energii jądrowej. Stanie się to nie z powodu obecnej histerii klimatycznej, ale w wyniku wielkiego przyszłego zapotrzebowania na energię oraz szerokiego zdywersyfikowania dostępności ogromnych zasobów pierwiastków rozszczepialnych. Nowe oceny światowych złóż uranu wskazują, że wystarczy go na ponad 470 tysięcy lat produkcji energii na obecnym poziomie (IAEA, 2008), a toru jest znacznie więcej. Natomiast fuzja lekkich pierwiastków zapewni nam za kilkadziesiąt lub kilkaset lat czystą i bezpieczną energię praktycznie do nieskończoności.

Czyhające zagrożenia

Jednak zagrożeniem czekającym nas w Kopenhadze, znacznie większym niż ograniczenia emisji CO2 i wynikający z nich kolosalny wzrost podatków, katastrofalny wzrost cen energii i wszystkich zależnych od niej dóbr i usług, są inne zapisy liczącego 181 stron projektu Protokółu z Kopenhagi. Z paragrafu 36 i 38 projektu wynika, że Protokół ma spełnić cztery cele: (1) utworzyć niewybieralny rząd światowy; (2) przekazać dorobek i bogactwa krajów uprzemysłowionych do krajów Trzeciego Świata; (3) stworzyć mechanizmy siłowej egzekucji postanowień traktatu w sprawie ograniczeń emisji gazów cieplarnianych i (4) doprowadzić do utraty suwerenności Polski i wszystkich państw-stron Protokółu. W projekcie Protokółu są również zapisy blokujące możliwość przyszłego wycofania się z dokumentu i kurateli rządu światowego bez zgody wszystkich pozostałych państw-stron. Jest to próba zniewolenia pod pretekstem walki z rzekomym ocieplaniem klimatu przez człowieka.

Co z tym ogrzewaniem klimatu?

Fundamentem Protokółów z Kioto i Kopenhagi jest hipoteza ogrzewania klimatu przez człowieka, nigdy nie udowodniona. Jest ona produktem modeli komputerowych, które nie są w stanie odtwarzać ani obecnego, ani dawnego klimatu. Protokóły podpierają się jedynym, monopolistycznym źródłem informacji klimatycznej: raportami Międzyrządowego Zespołu do Zmian Klimatu (IPCC), organizacji stworzonej przez ONZ i spełniającej wiernie jej polityczne zamówienie, czyli obwinianie człowieka za katastrofalne ogrzewanie klimatu. Od pierwszego raportu IPCC z r. 1990 metody i rzetelność ocen naukowych tego ciała była ostro krytykowana, m.in. w artykułach redakcyjnych czasopisma „Nature” w latach 1991 i 1994. Wielokrotnie proponowano uzdrawianie IPCC, co wobec upolitycznienia tej instytucji oczywiście nie mogło się udać. Jak napisałem w r. 2004 w oświadczeniu dla Komisji ds. Handlu, Nauki i Transportu amerykańskiego senatu, „choroba IPCC jest nieuleczalna”. Obecnie po wybuchu afery „Klimatgate” pojawiają się głosy nawołujące do zlikwidowania tej instytucji.

Wybuchowa korespondencja

„Klimategate” wybuchła, gdy ujawniono korespondencję naukowców z najważniejszych na świecie ośrodków zbierających dane klimatyczne: w Wielkiej Brytanii Climate Research Unit – CRU należący do Uniwersytetu Wschodniej Anglii, a w Stanach Zjednoczonych Goddard Institute for Space Studies – GISS oraz National Climatic Data Center – NCDC. Czołowi pracownicy tych instytucji są wiodącymi współpracownikami IPCC. Jak się okazuje, ujawnienie nastąpiło nie w wyniku akcji zewnętrznych hakerów (porównywano ich w blogach do polskich pogromców Enigmy), lecz prościej, bezpośrednio przez pracowników CRU poruszonych wyjątkową skalą oszustw i niegodziwości, zagrażających całemu światu. Autentyczność korespondencji potwierdził szef CRU profesor Phil Jones. Uniwersytet Wschodniej Anglii rozpoczął śledztwo w jego sprawie, a Jones 1 grudnia złożył swoją dymisję. Jak wynika z ujawnionej korespondencji, naukowcy fałszowali dane pomiarowe, usuwali te, które im nie pasowały, inne ukrywali, korumpowali recenzowanie prac naukowych, odmawiali ujawniania danych pomiarowych, blokowali publikowanie prac niezgodnych z ich pracami, powodowali dymisje redaktorów czasopism naukowych, którzy ośmielili się opublikować krytykujące ich prace, a nawet wyrażali radość z powodu śmierci jednego z nich. Najgorsze być może jest to, że w ośrodku CRU doprowadzili do kompletnego chaosu w największej bazie danych temperaturowych z całego świata, w której część wyników znikała, a inne były błędne. Program komputerowy CRU zawierał błędne kody i był sztucznie naciągany, tak by ukryć Ocieplenie Średniowieczne. Na miejsce brakujących danych „syntetyzowano” nowe, a zafałszowane oceny trendów temperatury przesyłano do IPCC. Na takim materiale i na pracy takich osób oparte są modele i prognozy IPCC oraz decyzje polityczne Unii Europejskiej i całego świata.

Badania odrzucone

Podobnie postępował IPCC, ignorując niewygodne dane i ukrywając w swoich ostatnich raportach silne Ocieplenie Średniowieczne (około roku 1000), oraz Ocieplenie Holoceńskie (około 6000 – 7000 lat temu), w którym temperatura była o 7oC wyższa niż teraz, a zielona Sahara, z rzekami, jeziorami i bagnami, dawała życie stadom zwierzyny i ludzkim plemionom, które pozostawiły po sobie skalne malowidła. Pilnie ignorowano też publikacje wskazujące, że poziom CO2 w atmosferze przedprzemysłowej był podobny, a nawet wyższy niż obecnie. Od początku XIX wieku do lat 1960-tych wykonano ponad 9 tys. pomiarów CO2 bezpośrednio w atmosferze trzech kontynentów Europy, Ameryki Płn. i Azji. Te rzetelne i czułe pomiary wykonane m.in. przez laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie chemii zostały przez klimatologów całkowicie odrzucone, ponieważ wskazywały one, że średni poziom CO2 w epoce przedprzemysłowej wahał się, sięgając kilkakrotnie znacznie powyżej współczesnego. W dawnych epokach, na przykład 545 milionów lat temu, poziom CO2 w atmosferze był 23 razy wyższy niż obecnie, ale temperatura była niska, a lądy pokryte wielkimi lodowcami.

Bo teza się nie zgadzała

To wszystko nie zgadzało się z lansowanymi przez IPCC „hokejowymi” krzywymi temperatury i stężeń CO2, mającymi przekonać publiczność i polityków, że dawniej przez wieki i setki tysięcy lat nic się praktycznie nie zmieniało i dopiero w XX wieku człowiek zaczął wprowadzać CO2 do atmosfery, „niszczyć” klimat i biosferę. Dowodem na rzekomo decydujący wpływ człowieka na klimat ma być „niespotykana szybkość” Współczesnego Ocieplenia. Przyjrzyjmy się tej szybkości. Przez ostatnie 100 lat temperatura wzrosła o około 0.7oC. Ale w ciągu ubiegłych 100 000 lat temperatura globu około 25 razy podwyższała się niemal błyskawicznie o 5oC do 100C w ciągu zaledwie 30 do 40 lat, a więc kilkadziesiąt razy szybciej niż obecnie. Te dawne okresy ciepła były zawsze korzystne dla biosfery. Jak stwierdza raport Nierządowego Międzynarodowego Zespołu do Zmiany Klimatu (NIPCC) z roku 2008, w rzeczywistości nie ma żadnego dowodu na hipotezę twierdzącą, że to człowiek ogrzewa klimat.

Bo liczą się pieniądze, a nie klimat

„Klimatgate” krąży po świecie, w Google ukazało się już ponad 21 milionów razy. Dotarło do Australii, która jako jedna z pierwszych miała wprowadzić lukratywny dla biurokracji i banków, a zabójczy dla kraju, system dławienia emisji CO2, cut-and-trade (ogranicz-i-sprzedaj), na wzór średniowiecznego handlu odpustami. To „Klimatgate” wpłynął na parlament Australii, który 2 grudnia odrzucił proponowaną przez rząd ustawę nakazującą ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Może wpłynie też na otrzeźwienie innych krajów.

Siłą napędową konwentyklu w Kopenhadze nie jest troska o klimat, z którym nic złego się nie dzieje, a który od lat dziesięciu zaczął się ochładzać. Jest nią perspektywa zdobycia władzy nad światem oraz trylionowych zysków z handlu niczym, niczym bowiem są zezwolenia i limity.

Prof. Zbigniew Jaworowski

Profesor Zbigniew Jaworowski, najbardziej znany sceptyk w kwestii wpływu działalności człowieka na globalne ocieplenie (PAP)

Jak handluje się klimatem

Jak handluje się klimatem

Jednym z instrumentów walki UE z globalnym ociepleniem są kwoty na emisję dwutlenku węgla. Kiedy przedsiębiorstwo wyemituje zbyt wiele CO2, musi sobie limity dokupić. Tu właśnie obok ekologii zaczyna się wielki biznes i polityka.

Handel uprawnieniami do emisji CO2 w zamierzeniu ma być jednym z instrumentów polityki ekologicznej Unii Europejskiej. Wprowadzenie tego programu stanowi realizację postanowień Protokółu z Kyoto, którego UE jest stroną.

Uprawnienia do emisji CO2 przyznawane są państwom członkowskim UE na kilkuletnie okresy rozliczeniowe. Pierwszy okres objął lata 2005-2007, kolejne okresy będą pięcioletnie – obecnie obowiązuje okres na lata 2008-2012.

Negocjacje

Przyznawane limity nie biorą się jednak „z powietrza”. Każde z państw Unii szacuje swoje zapotrzebowanie na emisję CO2 i na tej podstawie negocjuje z Komisją Europejską ilość uprawnień, które otrzyma bezpłatnie na dany okres rozliczeniowy.

Następnie uprawnienia te przyznawane są przedsiębiorstwom. Przedsiębiorstwa stają zaś przed wyborem: zainwestować w redukcję emisji (efektywne technologie, stosowanie „czystszych” źródeł energii) albo kupić dodatkowe pozwolenia.

W praktyce redukcja jest jednak często bardzo droga. Dlatego na czyste technologie stać przede wszystkim najbogatsze firmy, które dodatkowo mogą zarobić na handlu limitami.

Zmiany – rosną koszty

Teraz na emisjach ma zarobić także narodowy budżet. Stracą jednak przedsiębiorstwa, a co za tym idzie, wszyscy płacący rachunki. Ceny prądu mogą wzrosnąć od 50 do 70 proc.

Zgodnie z programem wdrażania pakietu klimatycznego Unii Europejskiej od roku 2013 państwa członkowskie będą musiały kupować część uprawnień, które obecnie otrzymują za darmo. Pieniądze z aukcji trafią do budżetów narodowych i mają służyć finansowaniu inwestycji przyjaznych środowisku.

Według Tomasza Chmala z Instytutu Sobieskiego obowiązek kupna kwot CO2 oznacza dla polskich przedsiębiorstw dodatkowe koszty produkcji. Co gorsza, jego zdaniem cały pomysł limitowania emisji CO2 w Europie może osłabić konkurencyjność europejskiej gospodarki i przyczynić się do relokacji różnych gałęzi biznesu w rejony wolne od takich ograniczeń.

Co dalej?

Tymczasem od 2020 roku wszystkie uprawnienia do emisji CO2 mają być płatne. Na razie, na wniosek Niemiec, energochłonnym branżom przemysłu przyznano bezpłatne kwoty. Wyjątkowo elektrownie w Polsce i innych uboższych krajach też będą mogły korzystać z bezpłatnych uprawnień: maksymalnie 70 proc. w latach 2013-2019. Kupowanie uprawnień do emisji CO2 będzie kosztowało Polskę 60 mld euro.

Na ten stan rzeczy wpłynąć chce rząd.

– Szukamy rozwiązań, by Pakiet został dostosowany do sytuacji, w jakiej znajdują się poszczególne państwa członkowskie, w celu osiągnięcia sprawiedliwych i zrównoważonych rozwiązań, nieobciążających mieszkańców i przemysłu. Poszukujemy sojuszników wśród innych krajów. Miks energetyczny w UE nie jest jednorodny, a poszczególne kraje członkowskie mają inne proporcje nośników energii. Wynikają z tego duże różnice przekładające się m.in. na emisje CO2. Różny jest też zakres i struktura systemu handlu uprawnieniami do emisji – przekonywał Olaf Kopczyński, 2 Sekretarz Stałego Przedstawicielstwa Polski przy Unii Europejskiej i Główny Negocjator ds. CO2.

Szczyt w Kopenhadze, który rozpoczyna się w poniedziałek, ma doprowadzić do podpisania nowego traktatu klimatycznego. Protokół z Kyoto z 1997 roku wygasa bowiem w 2012 roku. Zresztą nie został podpisany m.in. przez USA, jednego z największych emiterów CO2 na świecie.

Janusz Korwin-Mikke o konferencji klimatycznej

W Kopenhadze zebrał się tłumek cwaniaków – i jeszcze większy tłum idiotów. Tych, co wierzą tym cwaniakom.

Cwaniacy – to ci, którzy robią pieniądze na „walce z GLOBalnym OCIepleniem”. Są to OGROMNE pieniądze. Setki miliardów wydane w gotówce – i biliony strat poniesionych przez mieszkańców krajów rządzonych przez te hieny.

Skąd będą pochodziły te pieniądze? Z naszych kieszeni, oczywiście. W ciągu kilku lat cena elektryczności pójdzie w górę o 60 proc. – bo te sk***ysyny muszą się nakraść. Sam p. Albert A. Gore jr. zarabia na „handlu nadwyżkami CO2” 100 mln dol. rocznie, więc bardzo Mu zależy, by ten handel trwał – i się rozwijał. Jest kompletnie obojętne, kto to CO2 sprzedaje, a kto kupuje – ważne, by cwaniacy zarobili.

Oczywiście zarabia wiele innych osób. Ktoś produkuje specjalne, bardzo kosztowne urządzenia mające powstrzymać wydzielanie CO2 do atmosfery. Oczywiście po „zatrzymaniu” CO2 się do atmosfery z powrotem wypuści – bo gdzie to trzymać? Chodzi o to, by zamówić te kosztowne urządzenia.

Dużo ludzi na tym zarobi. Naszym kosztem.

A reszta tych hien z Kopenhagi – to idioci, którzy wierzą, że działanie ludzi powoduje GLOBCIO. GLOBCIO, które przyniesie ka-ta-stro-fal-ne skutki. Wyginie roślinność, wyschnie Sahara, zaleje Wielkie Jezioro Słone, a oceany się podniosą i będzie Nowy Potop.

Żeby w to uwierzyć, trzeba być ostatnim nieukiem.

Lody Antarktydy mają temperaturę od -20°C do -60°C – i po podgrzaniu do -15°C lub -55°C raczej się nie roztopią. Lody z bieguna północnego, jeśli się roztopią, to zgodnie z prawem Archimedesa (jeśli zapomnieli Państwo – to spytajcie swoich dzieci!) nie podniosą poziomu wód nawet o ułamek milimetra. Gdyby temperatura istotnie podniosła się o 5°C (co byłoby dla Polski „tragedią”: mielibyśmy klimat jak we Włoszech…), to większa niż dziś część wód z oceanów fruwałaby w postaci pary – więc ich poziom powinien nawet opaść.

Zrozumcie Państwo: to WSZYSTKO są bzdury! IM chodzi tylko o wyciągnięcie z nas pieniędzy. Zmarnują 100 miliardów – ale 10 miliardów ukradną. I o to IM chodzi.

Chiny, Indie i – o dziwo – USA (mimo nowego Czerwonego kierownictwa!) nie wzięły w tym szaleństwie udziału – a więc chińskie produkty staną się jeszcze tańsze w stosunku do naszych, obciążonych wyższymi kosztami energii. Najprawdopodobniej wszystkie kraje UE pójdą z torbami – ale ONI wyniosą z tego pełne torby złota.

Najśmieszniejsze, że GLOBCIO – bo GLOBCIO, choć niepowodowane przez człowieka, istnieje – jest bardzo korzystne. Rośliny potrzebują CO2 i ciepła, roztopienie Oceanu Lodowatego pozwoli włączyć do gospodarki północną Syberię i północ Kanady – a statki będą mogły pływać między obydwoma kontynentami. Budowlańcy mogą pracować cały rok – więc bezrobocie zimą jest znacznie niższe, mniej zużywamy na ogrzewanie, więc więcej możemy wydać na np. buty czy kiełbasę…

Same korzyści!

A te hieny chcą z tym „walczyć”

Na szczęście ta „walka” nic nie da. Wpływ działań ludzi na klimat jest żaden: jedno zaćmienie Słońca przez 10 minut powoduje większe zmiany temperatury Ziemi niż 500 lat pracy wszystkich fabryk! My na Ziemi odgrywamy taką samą rolę, jak mrówki w naszej gospodarce…

…czyli żadną. Jesteśmy pryszczem na powierzchni Ziemi.

Czy Państwo zdają sobie sprawę, że WSZYSTKO, co ludzkość wytworzyła, od piramid egipskich po Burj Dubai, po sprasowaniu zmieściłoby się w pudełku 5 km × 5 km × 5 km? Jeszcze prawie połowa zostałaby pusta!!! Np. wszyscy ludzie (razem z CO2 w płucach…) zajęliby 1/400 (0,25 proc.) objętości tego pudełka.

Nas jest mało. Ale to my sfinansujemy miliardy dla tych oszustów!

Źródło: interia.pl

Cenzura na Konferencji Klimatycznej!

Na briefingu prasowym Konferencji Klimatycznej w Kopenhadze dziennikarzowi, który zadał niewygodne pytania dotyczące afery „Climate Gate”, najpierw próbowano odebrać mikrofon, a następnie, by powstrzymać kolejne pytania, wezwano ochronę ONZ.


Read Full Post »

Krótkie kompendium wiedzy o „globalnym ociepleniu”

Co nas czeka? Kto jest winny: CO2 czy Słońce?

Wszyscy słyszeliśmy aż za dużo na temat globalnego ocieplenia, które oficjalnie próbuje się połączyć ze zbyt dużą emisją dwutlenku węgla do atmosfery. Wszyscy słyszymy, że „wspólnie”, jako społeczność, jesteśmy za to odpowiedzialni. Politycy, jako nasi reprezentanci, w swojej świętej misji ratowania nas – małych i nic nierozumiejących ludzików, próbują coś z tym zrobić, zasiadając w różnych komisjach w EU, ONZ i w osławionym oraz nawet nagrodzonym Nagrodą Nobla – IPCC. Efektem tego są zwiększone podatki, nowe i coraz bardziej restrykcyjne prawa oraz wciąż pogarszająca się sytuacja.

Wielu naukowców twierdzi, że już tylko wulkany wyrzucają rocznie więcej CO2 do atmosfery niż wszystkie fabryki i jeżdżące samochody na świecie razem wzięte. Same oceany wydalają  do atmosfery kilkakrotnie więcej CO2 niż nasza cała cywilizacja. Z ich obliczeń wynika, że „produkujemy” maksymalnie 5-7% całego CO2 w atmosferze. Mówią oni, że tylko małe wahnięcia w erupcjach wulkanów lub drobne zmiany średniej temperatury na Ziemi powodują procentowo większe wahnięcia składu CO2 w atmosferze.

Wielu naukowców twierdzi, ze wyniki badań wyraźnie wskazują na fakt, iż w przeszłości działo się tak, że zwiększona ilość CO2
w atmosferze wynikała z ocieplenia się klimatu, a nie na odwrót, jak się teraz próbuje twierdzić. Nie jest więc tak, że CO2 powoduje ocieplenie klimatu, tylko odwrotnie – ocieplenie klimatu zwiększa ilość CO2 w atmosferze, co w następstwie powoduje ponowne schładzanie klimatu. I tak to się w przyrodzie w kółko toczy.

Komu wierzyć? Można naprawdę zwariować, słuchając tych wszystkich „naukowców” i ich tak skrajnie różniących się od siebie teorii.

Kompletnie innym problemem jest fakt, że wraz z emisją CO2 wprowadzamy do atmosfery wiele metali ciężkich i toksyn, które na pewno nam nie służą. Ale nie o tym teraz mowa.

Politycy nie koncentrują się jednak na toksynach i metalach ciężkich. Ten temat zostawiają kontrolowanym przez siebie ekologom i rządom poszczególnych krajów. Oni sami, tam na szczycie, uparcie koncentrują się na nieszczęsnym CO2. Chyba już większość z nas powoli zaczyna się, mniej lub bardziej, domyślać, skąd się ten ich upór bierze…  (jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, które się kryją za handlem prawem do emisji CO2)

A co jeśli to nie CO2, lecz Słońce jest winne ociepleniu?
Coraz częściej mówi się, także w kręgach naukowych, o takiej wersji tego zjawiska.

W „Daily Tech” możemy przeczytać, że w NASA Goddard Space Flight Center, w Greenbelt – Maryland, USA, przeanalizowano dane badań zmian klimatycznych w ostatnich kilkuset latach
i bezsprzecznie stwierdzono, że to właśnie cykle słoneczne wpływają na zmiany klimatyczne na Ziemi. Wiele innych niezależnych grup naukowców coraz częściej dochodzi do tego samego wniosku.

No więc jak to jest z tym CO2 i Słońcem?

Jeśli założymy, że to jednak Słońce jest odpowiedzialne za zmiany klimatyczne, a jak widać – jest to możliwe, to wciąż pozostaje pytanie: czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie od Słońca ?
I tu znów napotykamy na sprzeczności. Problem jest w tym, że wg niektórych właśnie jesteśmy u kresu megacyklu słonecznego, dzięki czemu w ostatnich dekadach następujące po sobie minicykle (średni okres 11 lat) przynosiły nam coraz gwałtowniejsze zmiany pogodowe oraz silniejsze wiatry słoneczne, pochodzące od wybuchów na Słońcu. To zaś mogłoby oznaczać, że następny szczyt minicyklu (2011/2012) może być jeszcze gwałtowniejszy i mógłby on nawet doprowadzić do katastrofy na skalę globalną (DailyMail.com.uk). Jest to wg. wielu naukowców tak poważna sprawa, że wezwali oni rządy swoich krajów do podjęcia natychmiastowych działań pozwalających nam choć w części się przed tym uchronić. Na pewno nie pomaga nam w całej tej sytuacji silnie słabnące pole magnetyczne Ziemi, które stanowi naturalną tarczę chroniącą nas przed promieniowaniem słonecznym. Ta wersja zdarzeń na pewno odpowiada wszystkim tym, którzy są zwolennikami teorii o katastrofie czekającej nas w roku 2012.

Inni zaś twierdzą, że aktywność Słońca w ostatnich kilku latach zmalała praktycznie do zera, co mogłoby oznaczać, że megacykl już minął i jesteśmy u progu malej epoki lodowcowej. Faktem jest, że liczba plam na Słońcu była ostatnio niższa niż kiedykolwiek w ostatnich 100 latach.

Mamy więc całkiem ważki dylemat i mamy też zwolenników różnych koncepcji, zawzięcie dyskutujących i próbujących się nawzajem przekonać.

A co, jeśli te nasze ciche Słońce jest w stanie podobnym do oceanu tuż przed tsunami?

Co, jeśli jest to wielka cisza przed wielkim sztormem?

Problem w tym, że tak naprawdę mało wiemy na temat Słońca i jego zachowania…
Brrr – aż strach pomyśleć, ale czyż nie jest to możliwe?
Oglądaliście już może film „Zapowiedz” (Knowing)?
(polecam, bardzo dobry film)

źródło http://www.globalnaswiadomosc.com/wplywslonca.htm

Globalne Ocieplenie – Globalny Szwindel – cz.1

Wielki przekręt CO2! (1/8) (napisy pl)

Conspiracy Theory Jesse Ventura – Global Warming – Part 1/6  NEW

Dziesięć faktów na temat zmian klimatycznych

1. Klimat na Ziemi zmieniał się zawsze i zawsze będzie się zmieniał. Założenie, iż przed rewolucją przemysłową Ziemia miała „stały” klimat, jest błędne. Jedyne, co możemy zrobić w związku ze zmianami klimatu, to przygotować się na nie.

2. Dokładne pomiary dokonywane z balonów meteorologicznych i satelitów prowadzone od późnych lat 1950-tych nie wykazują żadnego ocieplenia atmosfery od roku 1958. Pomiary przeprowadzane przy użyciu aparatury naziemnej wykazują natomiast wzrost temperatury o ok. 0.40 stopnia w tym samym okresie. Wielu badaczy sądzi, iż pomiary te obarczone są błędem spowodowanym bliskością wielkich miast lub podobnymi efektami.

3. Mimo wydatkowania ponad 50 miliardów USD od roku 1990, nie stwierdzono żadnego antropogenicznego (ludzkiego) sygnału w spektrum globalnych zmian temperatury.

4. Bez efektu cieplarnianego temperatura powierzchni Ziemi wynosiłaby średnio -18 stopni zamiast obecnych +15 stopni, które sprzyjają rozwojowi życia.
Dwutlenek węgla nie jest wcale najważniejszym „gazem cieplarnianym”, gdyż odpowiada za ok. 26% efektu cieplarnianego. Z tego co najwyżej 25% można przypisać działalności człowieka. Bez porównania ważniejsza jest zwykła para wodna, która odpowiada za co najmniej 70% efektu cieplarnianego.

5. Zarówno na skali czasowej jednego roku, jak i rzędu 100 tys. lat, zmiany temperatury atmosfery poprzedzają zmiany w ilości CO2. Zatem dwutlenek węgla nie może być pierwotną, główną przyczyną wzrostu temperatury, choć zwiększanie się jego zawartości w powietrzu posiada pewien, niewielki wpływ na temperaturę.

6. ONZ-owski Międzyrządowy Panel ds Zmian Klimatu (IPCC) działa jako główny sprawca sterowanej paniki na rzecz „klimatycznego lobby”. Doprowadziło to do Protokołu z Kyoto. Niestety IPCC nie jest ciałem naukowym, lecz politycznym.
Hendrik Tennekes, emerytowany dyrektor naukowy Królewskiego Holenderskiego Instytutu Meteorologii, twierdzi, iż „procedury stosowane przez IPCC są bardzo wadliwe” i że „IPCC rozmyślnie ignoruje paradygmaty naukowe stworzone przez najwybitniejszych meteorologów XX wieku”.

7. Protokół z Kyoto będzie kosztować miliardy dolarów i oznaczać wielkie obciążenie dla krajów, które go podpisały – a efekt klimatyczny będzie prawie żaden (ochłodzenie mniejsze niż 0.03 stopnia do roku 2050, przy założeniu, iż wszystkie jego wymagania zostaną spełnione).
Rosyjska Akademia Nauk twierdzi, iż Protokół z Kyoto jest pozbawiony podstaw naukowych. Andre Illarianow, doradca Putina, nazwał kyotoizm „jedną z najbardziej agresywnych, nachalnych i destruktywnych ideologii od czasu upadku komunizmu i faszyzmu”. Jeśli Kyoto ma być „pierwszym krokiem”, to jest to krok w tym samym, bezsensownym kierunku, co późniejsza „Mapa drogowa z Bali”.

8. Zmiany klimatyczne są procesem nieliniowym i chaotycznym, który nie jest do końca poznany, a niektóre jego aspekty są w ogóle jeszcze nierozumiane. Żaden deterministyczny model komputerowy nie jest w stanie obliczyć prognozy klimatycznej na następne 100 lat.

9. Nie jest więc zaskakującym, iż eksperci od komputerowego modelowania są zgodni, iż żaden obecny (i najprawdopodobniej żaden stworzony w najbliższej przyszłości) model klimatu nie jest w stanie przewidzieć regionalnych zmian klimatycznych.

10. Największym kłamstwem w aferze „globalnego ocieplenia” jest wmawianie ludziom, iż prawie wszyscy naukowcy są zgodni, iż ocieplenie istotnie ma miejsce i że dokonuje się z dużą szybkością.
Tymczasem w rzeczywistości niemal każdy aspekt klimatologii jest przedmiotem żywej debaty i wymiany zdań. Tysiące kwalifikowanych naukowców podpisało deklaracje, gdzie (1) podają w wątpliwość rzekome dowody na to, iż klimat ociepla się skutkiem działań ludzkich i (2) wyrażają poparcie dla naukowego, racjonalnego – a nie emocjonalnego – podejścia do tych zagadnień w ramach aktualnego stanu wiedzy.

Dziesięć mitów

Mit 1: Średnia temperatura globu ziemskiego wzrosła w ciągu ostatnich kilku lat.
Fakt 1: W granicach błędu pomiarowego, średnia temperatura nie wzrosła od roku 1995, natomiast od roku 2002 notuje się jej spadek mimo zwiększenia zawartości CO2 w atmosferze o 8%.

Mit 2: Pod koniec XX wieku średnia temperatura wzrastała z niebezpieczną szybkością i osiągnęła bezprecedensową wielkość.
Fakt 2: Pod koniec XX wieku średnia temperatura rosła z szybkością 1-2 stopni w przeliczeniu na stulecie, a więc nijak nie wykraczała poza naturalne zmiany klimatyczne ostatnich 10 tysięcy lat. Średnia temperatura w najnowszej historii Ziemi bywała wielokrotnie o kilka stopni wyższa niż obecnie.

Mit 3: Średnia temperatura była praktycznie stała w czasach przedindustrialnych, lecz zaczęła gwałtownie wzrastać w XX wieku i wzrośnie o dalszych kilka-kilkanaście stopni w przeciągu najbliższych 100 lat (wg tzw. krzywej Manna, Bradleya i Hughesa i jej komputerowej ekstrapolacji).
Fakt 3: Krzywa Manna, Bradleya i Hughesa została ujawniona jako zwykła manipulacja danymi statystycznymi. Nie ma żadnych przekonujących dowodów na „stałość” klimatu w czasach przedindustrialnych, a zmiany temperatury w XX wieku nie są niczym nadzwyczajnym. Żadne „niebezpieczne” ocieplenie nie zachodzi.

Mit 4: Modele komputerowe przepowiadają wzrost temperatury o ok. 6 stopni w ciągu najbliższego stulecia na ekosystemy i ludzkość.
Fakt 4: Tak wynika z modeli deterministycznych. Z innych – równie naukowo poprawnych – modeli (empirycznych) wynika, iż nastąpi ochłodzenie.

Mit 5: Wzrost średniej temperatury Ziemi o więcej niż 2 stopnie będzie miał katastrofalny wpływ na ekosystemy i całą ludzkość.
Fakt 5:  Zmiana temperatury o 2 stopnie nie będzie niczym niezwykłym w historii Ziemi. Ekosystemy dopasowywały się do takich zmian od niepamiętnych czasów. Proces ten nazywamy ewolucją. Również ludzkość potrafi się dopasować do wszelkich rodzajów klimatu.

Mit 6: Dalsza emisja dwutlenku węgla przez człowieka spowoduje niebezpieczne ocieplenie i przyniesie wielkie szkody.
Fakt 6: Nie wykryto jeszcze żadnego wpływu człowieka na globalne ocieplenie, który w jakikolwiek sposób różniłby się od naturalnych zmian klimatu. W najgorszym przypadku wpływ ten można oszacować na mniej niż 1 stopień. Atmosferyczny dwutlenek węgla jest absolutnie niezbędny dla roślin, w tym zbóż, oraz wspomaga efektywny przebieg ziemskiego cyklu wymiany wodnej przez parowanie (ewapotranspiracji).

Mit 7: Zmiany aktywności słonecznej nie mogą wytłumaczyć ostatnio notowanych zmian średniej temperatury.
Fakt 7: Aktywność Słońca przejawia się w cyklach różnej długości – 11-letnim, 22-letnim i 80-letnim. O ile zmiany jasności jego promieniowania są niewielkie, o tyle zmiany w strumieniu cząsteczek emitowanych przez Słońce oraz zmiany jego pola magnetycznego silnie oddziałują na klimat. W XX wieku średnia temperatura wzrosła o 0.8 stopnia i ponad połowa tego wzrostu jest spowodowana aktywnością Słońca.

Mit 8: W regionach polarnych– zarówno północnym, jak i południowym, zachodzi niespotykane przedtem topnienie mas lodu.
Fakt 8: Zarówno na Grenlandii, jak i na Antarktydzie, powłoka lodowa staje się grubsza. Obszary zlodowacenia wokół Antarktydy osiągnęły rekordową powierzchnię w roku 2007. Temperatury w Arktyce są obecnie porównywalne z temperaturami wczesnych lat 1940-tych, a wcześniej temperatury te były jeszcze wyższe.

Mit 9: Spowodowane przez człowieka globalne ocieplenie powoduje niebezpieczne podnoszenie się poziomu mórz.
Fakt 9: Poziom morza waha się od czasu do czasu i w różnych miejscach. Np. miedzy 1955 a 1996 rokiem poziom morza w Tuvalu spadł o 105 mm (2.5 mm rocznie). Średni poziom morza dla całego globu jest miarą pozbawioną jakiejkolwiek wartości dla celów środowiskowych. W ciągu ostatnich 150 lat ta średnia wartość rosła w tempie 1-2mm rocznie bez żadnego wpływu człowieka.

Mit 10: Ocieplenie klimatu zaobserwowane pod koniec XX wieku spowodowało wzrost liczby sztormów (cyklonów) oraz wzrost ich gwałtowności.
Fakt 10: Z obserwacji meteorologicznych jednoznacznie wynika, iż zmiany te nie wykraczają poza ramy naturalnych zmian klimatycznych.

Autor Robert M. Carter jest profesorem w James Cook University (Queensland) oraz University of Adelaide w Australii. Jest paleontologiem, geologiem i badaczem środowiska z ponad 30-letnim doświadczeniem.

Bronisław Wildstein przedstawia: Walka z globalnym ociepleniem – konieczność czy dogmat?, 21.01.2009

Afera Climategate – Informacje

Uwaga, uwaga! Nadchodzi! – Afera Climategate

Al Gore odda Oscara za klimat?

Al Gore odda Oscara za klimat?

http://www.tvn24.pl/12691,1632082,0,1,al-gore-odda-oscara-za-klimat,wiadomosc.html

Al Gore confronted on Climategate in Chicago

Globalne ocieplenie, Al Gore, Roger Revelle.

Linki

Konferencja Klimatyczna w Kopenhadze. Rekordowa ilość 20 tysięcy delegatów – o czym będą obradować?
http://grypa666.wordpress.com/2009/12/04/konferencja-klimatyczna-w-kopenhadze-rekordowa-ilosc-20-tysiecy-delegatow-–-o-czym-beda-obradowac/

Niewygodna prawda o globalnym ociepleniu
http://www.eioba.pl/a89527/niewygodna_prawda_o_globalnym_ociepleniu

Czy globalne ocieplenie jest kontrolowaną akcją ?
http://www.globalnaswiadomosc.com/globalneocieplenieplan.htm

Globalne ocieplenie – fakty i mity
http://www.eioba.pl/a78742/globalne_ocieplenie_fakty_i_mity

Globalne ocieplenie – globalna ściema
http://www.eioba.pl/a111134/globalne_ocieplenie_globalna_sciema

Dziura ozonowa – fakty i mity
http://www.eioba.pl/a93115/dziura_ozonowa_fakty_i_mity

Stanowisko Komitetu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk w sprawie zagrożenia globalnym ociepleniem
http://www.eioba.pl/a98917/stanowisko_komitetu_nauk_geologicznych_polskiej_akademii_nauk_w_sprawie_zagr

Nick Griffin on Climategate – NWO Plan – A MUST WATCH
http://www.youtube.com/watch?v=8LO9aDypiZg&feature=player_embedded

Kto się boi dwutlenku węgla?
http://www.newworldorder.com.pl/artykul.php?id=1455

Różne informacje zebrane w jednym miejscu
http://waldek1984.info/category/swiat/globalne-ocieplenie/

Read Full Post »

Older Posts »